Wyświetl pojedynczy post
St@chu
Senior Member
 
 
Od: 08.2005

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#8518
Stary 25.06.2010, 11:08
Sędzia napisał(a):Wyświetl post
2. Nawet przyjmując, że część z tego typu obietnic może zostać zrealizowana, to moje pytanie brzmi - czy w tym przedmiocie mamy do czynienia z jakąkolwiek różnicą między kandydatami?

Bo przypomnę, że w kwestii ulgi prorodzinnej Platforma Obywatelska głosowała za znacznie większym rozdawnictwem niż PiS (bo to jednak jest forma rozdawnictwa).
Różnica polega przede wszystkim na tym, że Kaczyński ze względów czysto politycznych, (tj. mam na myśli poparcie Solidarności i innych zwiazków zawodowych) nie dopuści do wielu zmian, które są konieczne w polskim społeczeństwie... Obecnie idea państwa opiekuńczego się skończyła, okazała się niewydolna, ale o tym za moment. W każdym razie włażenie wiadomo gdzie związkom zawodowym sprawi, że wciąż blokowanych będzie wiele koniecznych reform - Komorowski nie będzie miał aż takich obiekcji przed takim działaniem, co pokazuje rozprawienie się przez PO z częścią pomostówek. To jest krok szalenie ważny, na który nikt wcześniej się politycznie nie odważył.

Cytat:
3. Moim zdaniem dla wzrostu zamożności obywateli konieczne jest doprowadzenie do tego, by zwiększyła się ilość pieniędzy będących w posiadaniu najuboższych obywateli. Bo nie jest bogaty kraj, w którym niewielka grupka jest bogata, tylko kraj, w którym na bogacenie się mają szansę duże masy ludzi. Dlatego najlepsza byłaby obniżka PITu z 18% do 15%, a przy okazji obniżka podatku VAT.

Ale to w Polsce trudne do przeprowadzenia (choć jak pokazał PiS obniżając z 19% do 18% nie niemożliwe), i dlatego zawsze pozostaje opcja dokapitalizowania najuboższych przez wzrost płacy minimalnej i najniższych rent i emerytur.

Nie jestem entuzjastą tego typu rozwiązań, ale przypomnę, że najniższa płaca to poniżej 1000 zł miesięcznie, zaś najniższa emerytura netto to 600 zł. Doprawdy nie wiem, jak można egzystować za takie pieniądze.
Problem polega na tym, że polityka równości, czy szeroko rozumianej sprawiedliwości społecznej nie powinna polegać na tym, żeby każdemu zapewnić ekonomiczny byt. Klasyczne państwo opiekuńcze skłania obywateli do bezradności. Codziennie widzę w pobliżu mojego miejsca zamieszkania ludzi, którzy nie robią całe dnie absolutnie nic poza siedzeniem na ławce, piciem piwa, czy innych trunków. Pytanie, jak ich na to stać? Żeby mieć mieszkanie, zapłacić za nie, a potem jeszcze każdego dnia wypijać spore ilości napojów z promilami...

Opieka państwa rozumiana jako ta dążąca do pomocy społecznej powinna polegać nie na zapewnieniu dochodu, a na zapewnieniu szansy. Chodzi o to aby nikt nie był wykluczony na starcie. Żeby szanse wszystkich były jak najbardziej spłaszczone. Wiadomo, że np. młodzież z bogatszych domów ma łatwiejszy start, ale jeśli zapewnimy biedniejszym np. kredyty studenckie, czy inne systemy stypendialne to jesteśmy w stanie nieco zrównoważyć tą nierównowagę. Chodzi o to aby stwarzać warunki, dawać bodźce i możliwości do rozwoju, szczególnie kapitału ludzkiego. Współcześnie podstawą czegokolwiek w życiu zawodowym są kwalifikacje, więc to powinno być absolutnym priorytetem.

Oczywiście można podnieść pensję minimalną... Tylko jak to wpłynie na rynek pracy? Część ludzi owszem dostanie wyższą płacę, ale spora część ją straci bo pracodawców nie będzie stać na ich zatrudnianie. Ekonomia nie znosi tego typu zmian. Jeśli zmieniasz pensją minimalną musi pójść za tym szereg zmian, które będą to wspierać. Nie można jednostronnie obciążyć pracodawców i oczekiwać, że utrzymają, albo nawet zwiększą dotychczasowe zatrudnienie.

Koszty w prace są szalenie wysokie. Jeśli uporamy się z tym możemy myśleć o podniesieniu pensji minimalnej. Jeśli jednak chcemy bez żadnych innych działań to zrobić i to w skali 50% podwyżki to wyrządzimy więcej złego niż dobrego.

Generalnie myślę, że powinniśmy iść globalnym trenedem. Odejście od państwa opiekuńczego, na rzecz państwa aktywizującego zawodowo. Nie koncentrować się na opiece samej w sobie, ale na stwarzaniu szans ludności, aby z tej opieki nie musieli korzystać. Bo państwo opiekuńcze uczy po pierwsze bezradności, a po drugie odbiera bodźce do pracy i do oszczędzania.

Patologią jest to, że nieraz ktoś kto pracuje dostaje mniej niż ktoś kto regularnie pracuje, ale ma niskie kwalifikacje i nie zarabia wiele.

Uważam, że żeby to zrobić potrzeba szeregu niepopularnych społecznie zmian. Dlaczego niepopularnych? Bo ludzie po latach uważają, że pomoc im się należy. Że nikt nie ma prawa im jej zabrać i kazać iść do pracy. Uważam też że tych niepopularnych zmian nie jest w stanie przeprowadzić JK, którego elektorat to głównie ludzie z podstawowym wykształceniem, starsi, generalnie Ci, którym idea państwa opiekuńczego jest bliższa. Co nie znaczy, że wszyscy jego wyborcy to tacy ludzie, ale gdyby odjąć obu kandydatom tego typu elektoraty to chyba wszyscy wiemy jaki byłby wynik wyborów...