Sędzia napisał(a):

3. Moim zdaniem dla wzrostu zamożności obywateli konieczne jest doprowadzenie do tego, by zwiększyła się ilość pieniędzy będących w posiadaniu najuboższych obywateli. Bo nie jest bogaty kraj, w którym niewielka grupka jest bogata, tylko kraj, w którym na bogacenie się mają szansę duże masy ludzi. Dlatego najlepsza byłaby obniżka PITu z 18% do 15%, a przy okazji obniżka podatku VAT.
Ale to w Polsce trudne do przeprowadzenia (choć jak pokazał PiS obniżając z 19% do 18% nie niemożliwe), i dlatego zawsze pozostaje opcja dokapitalizowania najuboższych przez wzrost płacy minimalnej i najniższych rent i emerytur.
Nie jestem entuzjastą tego typu rozwiązań, ale przypomnę, że najniższa płaca to poniżej 1000 zł miesięcznie, zaś najniższa emerytura netto to 600 zł. Doprawdy nie wiem, jak można egzystować za takie pieniądze.
|
Częściowo zgadzam się z tym co napisałeś jednak mam kilka ale...
Posiadanie większej ilości pieniędzy, nie jest zawsze równoważne z byciem bogatszym. To samo można powiedzieć o przykładowym obniżeniu podatku dla najbiedniejszych (zdecydowanej większości społeczeństwa) z 19% do 18%, co przy odejściu od wielu ulg i wprowadzeniu nowych para podatków dało odwrotny rezultat, choć sam zamysł był dobry.
Wciąż ok. 50% społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego i wyższa płaca minimalna, ani minimalnie wyższa renta tego nie zmienią. Problem jest bardziej złożony i systemowy.
Napiszę to na przykładzie młodzieży popegeerowskiej, którą się zajmowałem. Taki młody człowiek ma dwa wyjścia, albo idzie do pracy po szkole podstawowej (obecnie gimnazjum) i znajdzie pracę w magazynie, albo w jakimś zakładzie zapewniając dzięki temu minimum egzystencji całej swojej rodzinie, albo dzięki wysiłkowi kogoś innego z rodziny wybierze się do szkoły średniej, bądź nawet ukończy studia. W przypadku tej drugiej osoby wcale nie oznacza to lepszego życia. Właśnie taka osoba "nadmiernie wykształcona" jak na swoje środowisko wraca często w rodzinne strony i za żadne skarby nie może dostać pracy właśnie ze względu na wykształcenie. Próby wyjazdu do większego miasta też często kończą się fiaskiem gdyż pobyt w mieście kosztuje, a pracy dla kogoś znikąd nikt nie daje od ręki. W tym środowisku zwykle nie opłaca się długo uczyć, no chyba że podczas liceum/techników/studiów taka osoba będzie potrafiła się zaadaptować do nowego otoczenia.
Jak dla mnie płaca minimalna powinna zostać uwolniona. Konieczne jest wprowadzenie systemu na wzór niderlandzkiego, gdzie praca zmianowa i na mniejsze przedziały czasowe (2/3, czy 3/5) pomaga zaktywizować ludzi chętnych do pracy. Uwolniona płaca minimalna powoli również pracować ludziom za mniejszą stawkę, ale na umowę, a nie jak ma to ostatnio miejsce "na zlecenie". Jest to obecnie największa zmora na rynku pracy, która właśnie niszczy system emerytalny i uniemożliwia normalne funkcjonowanie (kredyty etc.) pod złudnym płaszczem doraźnego zastrzyku finansowego. Wprowadzenie szerszego zastosowania telepracy powinno odciążyć niektóre instytucje i ułatwić pracę na odległość. Oczywiście do tego potrzeba wprowadzenia powszechnego dostępu do internetu w gminach. Zachęcać do przedsiębiorczości powinno się poprzez ulgi i zwolnienia podatkowe na spółki rodzinne, zatrudnianie bezrobotnych i osób niepełnosprawnych.
Pozostaje pytanie co zrobić z ludźmi młodymi bez perspektyw i wykształcenia, ludźmi w średnim wieku którzy nie mogą się odnaleźć w rzeczywistości po zmianach ustrojowych np. górnicy, a także ludźmi w wieku 50+ którzy mają ograniczony wachlarz zawodów. Odpowiedź jest prosta. Trzeba zreformować Urzędy Pracy, tak aby stały się inkubatorami przedsiębiorczości, a nie tylko przechowalnią bezrobotnych. Zamiast kształcić ludzi w programach lokalnych leaderów, albo organizować kursy angielskiego na poziomie podstawowym powinno podpisywać się umowy ze szkołami zawodowymi, a także policealnymi na ustawiczne kształcenie zawodowe, albo przekwalifikowanie się. Niestety SLD zniszczyło edukację zawodową w Polsce.
Mniej kasy. Mniej biurokracji, a więcej działania.
0 22 napisał(a):

|
Bo jeden pracował dla kowbojów, a drugi dla indian. A my jesteśmy bladymi twarzami, a nie czerwonoskórymi.
|
A to dobre, a zawsze myślałem że w moich żyłach płynie słowiańska krew, a nie krew Irlandczyków zdegustowanych zarazą ziemniaczaną, Afrykanczyków którym zabrakło pary w nogach, ani pejsatych kupców z Bliskiego Wschodu o zgrozo.