Arturo Qr2nów napisał(a):

|
Ooo, jest i Pan Moderator. Do rodziców pretensji mieć nie mogę. Akurat oni zamiast latać do kościółka, czy jeździć do Warszawy na manifestację woleli prowadzić rodzinny biznes, dzięki któremu w domu niczego nie brakowało.
|
Zaryzykuję jednak stwierdzenie, że czegoś w Twoim domu bardzo brakowało. Zgaduję po poziomie kultury, jaki sobą w tym temacie prezentujesz. Myślisz, że Ela czepia się bez powodu? Błąd...
Widzisz, to nie jest jednak tak, że byt kształtuje świadomość, jak chciałyby Ci wmówić postkomunistyczne mózgi w naszych opiniotwórczych gazetach. Możesz kupić najnowszego iPoda, bujać się nowiutką BMK-ą, ale mimo tego nadal słoma będzie z butów wystawać. Dlatego warto też czasem zainwestować w siebie.
Pisze to człowiek, któremu nigdy niczego w życiu nie brakowało, a którego rodzice, mimo prowadzenia własnego biznesu i udanej kariery politycznej zawsze znaleźli czas, żeby zaprowadzić go do Kościoła. Do którego nadal chodzę i nie przeszkadza mi to w odnoszeniu sukcesów, na miarę - rzecz jasna - skromnych możliwości.
Tak więc zaryzykuję stwierdzenie, że nie chodząc do "kościółka" coś jednak straciłeś. Z rzeczy najprostszych - choć wcale nie nieważnych, chociażby:
możliwość wyboru.
Przy tym nie łudzę się, że samo chodzenie do Kościoła mogłoby każdego nauczyć kultury.
Ale to już zupełnie inny temat...