Hiroji Hanzo napisał(a):

ps.zamierzchłymi czasy był taki piłkarz w Wiśle o nazwisku Iwan."Chochla" była z niego niemiłosierna.Nie było baru,którego po treningach by nie zaliczał w drodze do domu.
Sytuacja z lat 80'.
Nie pamiętam przed jakim meczem.Zbiórka na stadionie.
Wszyscy obecni.Brak Iwana.
Musiał z kolegami,jeździli po Krakowie znając upodobania lokalowe Andrzeja,w końcu go trafili.W stanie nakazującym bardziej położyć się do łóżka niż biegać po boisku.
Dowóz na Reymonta.
Prysznic.Woda na zmianę ciepła-zimna-ciepła-zimna...
Efekt?
Iwan wychodzi na boisko...pakuje 2 bramy,Wisła wygrywa 2-0.
I nie jest to jedyny przypadek piłkarza Iwana,bo to było nagminne.A zobacz kim po dziś dzień w historii Wisły jest Andrzej Iwan.
I jeśli Mały ma podążyć tą drogą.To niech sobie pije.Jego zdrowie.Jak tylko ma zdrowie!Młody jest...
A co on robi...gdzie chodzi,kogo bzyka to mam serdecznie w dupie.
Na boisku ma być PROFESKA!
|
Tylko teraz piłka nozna jest już zupełnie innym sportem. Szybszym, bardziej opartym na wybieganiu, kondycji, zapieprzaniu po boisku, koncentracji. I nikt mnie nie jest w stanie przekonać, że nawet niewielkie ilości alkoholu ale przyjmowane regularnie czy wielkie nieczęsto nie wpływają na formę zawodników. Sam dużo biegam, jeżdże na rowerze, lubię biegi długodystansowe, często gram na pełnowymiarowym boisku z kolegami i nie muszę być profesjonalnym piłkarzem by wiedzieć, że takie prowadzenie się o jakim ty mówisz źle wpływa na formę zawodnika. Sam wiem jak katastrofalny wpływ na moją formę ma jakaś większa libacja alkoholowa. Czasem potem trzeba kilka dni ostro pozapieprzać by wydolność wróciła na swój odpowiedni poziom po takim alkoholowym wyskoku. Nasze polskie gwiazdki tego mogą nie wiedzieć (taka mentalność, o której zresztą opowiadał wiele razy Dan Petrescu). Profesjonalni piłkarze na zachodzie (np: w Arsenalu) stosuja specjalna dietę, która ułatwia im rozegranie kilkadziesiąt spotkań w sezonie nierzadko co 3 dni.
Nawiązując do Kosowskiego, bo ktos o nim pisał wcześniej. OK on miał może kondycję by po całej alkoholowej nocy dobrze grać w meczu następnego dnia, ale takim postępowaniem niejako "zabijał" to co z trenerem wypracowywał w okresie przygotowawczym. Dopiero na "stare lata" jak do nas wracał był już inny mentalnie, wiedział, że odpowiednia dieta i prowadzenie się MA ZNACZENIE. Podejrzewam, że gdyby do takich wniosków doszedł wcześniej osiągnąłby na zachodzie jeszcze więcej.