"Defens, defens"
Wydawało się po pierwszej kwarcie że obrona Celtics niemal żelazna wygra ten mecz. Dokładając do tego brak w grze Kobiego,tragiczną grę Gasola pod obiema tablicami sądziłem ze Lakersom będzie niezmiernie ciężko utrzymać kroku. Celtics zagrali chyba wczoraj bez silnego lidera, Garnett niby dobrze ale on nie pociągnie drużyny, troszkę Pierce zawiódł na moje oko.
A Lakers pięknie w 2 kwarcie odrobili straty i mimo niespecjalnej gry trzymali dystans. A 4 kwarta to już wielki Kobe, wielki Gasol i wielki Ron Artest który najbardziej chciał ten pierścień i odkupił swoje tragiczne mecze chociażby w serii finałowej.
No dawno nie było tak wyrównanych finałów
