Arturo Qr2nów napisał(a):

|
Widzę, że na forum przeważają zwolennicy Kaczyńskiego, a tym samym PiS. Proszę powiedzcie mi (nie ma tu uszczypliwości), jakie kryteria, tudzież jakie punkty w programie PiS sprawiają, iż najbliżej Wam do tej partii i to na nią i na jej kandydata chcecie głosować. Może jakieś cechy Kaczyńskiego lub poglądy... Jak wspominałem bez uszczypliwości i napinki.
|
Dlaczego Kaczyński?
Chyba fakt, iż Kaczyński - wbrew temu co się o nim pisze, nie jest ani socjalistą (jak by chcieli liberałowie), ani prawicowcem (jak by chciała część jego zwolenników).
Kaczyński jest państwowcem, jest politykiem, który definiuje polskie problemy, a następnie czerpie z tych poglądów, które dają odpowiednie rozwiązanie na ten problem.
Nie mam cienia wątpliwości, że Kaczyński jest zdolny do sięgnięcia po "zdobycze socjalne" w celu ochrony pracowników - gdyby taka ochrona była potrzebna; ale nie mam też wątpliwości (bo to zostało dowiedzione w trakcie gdy był premierem), że definiując problem nadmiernej biurokratyzacji sięgał po Romana Kluskę i jego pakiet (przerwana kadencja niestety nie pozwoliła na jego realizację); czy też definiując problem zbyt wysokich obciążeń podatkowych sięgnął po prof. Gilowską (w końcu autorkę programu Platformy Obywatelskiej w tym zakresie), a w konsekwencji obniżył istotnie podatki - składka rentowa, odmrożenie progów podatkowych, obniżka PIT do 18% i 32%, podatek spadkowy, obniżką podatków była także ulga prorodzinna.
Tak więc Kaczyński nie jest niewolnikiem ideologii, poglądów, i to moim zdaniem jest niezwykle istotna jego zaleta. Ktoś, kto jest radykalnym zwolennikiem pewnych rozwiązań (tu gospodarczych czy społecznych) może nie dostrzec, że materia jest skomplikowana i de facto może bardziej zaszkodzić, niż pomóc.
A druga kwestia, którą najbardziej cenię u Kaczyńskiego, to umiejętność dostrzegania zagrożeń wtedy, kiedy pozostali politycy, media i opinia publiczna długo jeszcze ich nie dostrzegają, lub nie chcą dostrzec.
Tak było już w latach 90tych, gdy Kaczyński trafnie określał konieczność odejścia od ustaleń Okrągłego Stołu. Te ustalenia dawały tzw. nomenklaturze komunistycznej niebywałą przewagę nad zwykłymi obywatelami w obszarze gospodarczym. Te środowiska miały nie tylko przewagę wynikającą z większego doświadczenia (jako ludzie będący u władzy), ale mogący korzystać z np. nieformalnych źródeł wiedzy czy też wykorzystywać swoją wiedzę do uzyskania różnych korzystnych dla nich rozwiązań/decyzji itp. np. za pomocą szantażu. Niestety, to diagnoza nie została podchwycona, Wałęsa wzmocnił lewą nogę i oparł się na ludziach dawnych służb. Dzisiaj powszechna jest świadomość, że wielu najbogatszych Polaków miało jakiś związek ze służbami PRL.
Idąc dalej, Kaczyński od dawna wskazywał na to, że nie jest właściwe, by polskie banki były sprzedawane obcym inwestorom (tu akurat nie tylko Kaczyński o tym mówił, ale więcej osób z tzw. prawicy). Że może to rodzić różnego rodzaju zagrożenia dla obywateli, którzy trzymają w tych bankach oszczędności.
Dzisiaj na gazeta.pl jest artykuł:
http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,...po_polsku.html
Cytat:
|
Prywatyzacja z udziałem inwestora zagranicznego? Nie, szkodliwa dla gospodarki. Odzyskiwanie banków dla polskiego kapitału? Tak. To nie poglądy PiS czy LPR. Taki kurs obierze zapewne PO
|
I dalej
Cytat:
- W niektórych krajach potrzebne były interwencje rządów, by ratować banki. W rezultacie rządy zaczęły wpływać na strukturę właścicielską instytucji finansowych. I stanęły przed taką alternatywą: czy pompować w banki pieniądze podatników, czy może nakazać tym bankom drenowanie gotówki z oddziałów w innych krajach. Jest oczywiste, że wolą ten drugi wariant. Zaczęły więc naciskać na Komisję Europejska, aby im to ułatwiła - mówi Bielecki.
W Brukseli omawiany jest projekt dyrektywy o zarządzaniu kryzysowym w sektorze bankowym. Dopuszcza ona transfer aktywów ze spółek-córek np. w Polsce do spółki-matki i całej grupy transgranicznej. Spółka macierzysta będzie miała o wiele większą swobodę w dysponowaniu pieniędzmi oddziałów.
|
Dzisiaj się okazuje, że te demony o których mówił Kaczyński, to jednak nie demony, tylko całkiem realny scenariusz. Mamy chyba wiele szczęścia, że kryzys w Grecji i w ogóle w strefie euro wylał kubeł zimnej wody na entuzjastów szybkiego wprowadzenia eurowaluty. Nie chciałbym, żeby za piętnaście lat ktoś napisał "Kaczyński miał rację, trzeba było przyjąć euro dopiero wtedy, gdy nam się to opłacało, a nie jak najszybciej".