Tytuł tematu- masakrycznie beznadziejny. Noi powielany, powielany....
Ale do rzeczy- ja kibicuje Lakersom i mam nadzieje, że podołają. Prowadzą 2-1 i pasuje wygrać jeszcze jede meczyk w Bostonie, choć i tak już wiadomo, że sprawa rozstrzygnie się w Staples Center. Kobe to najlepszy koszykarz, kompletny gracz. Do Bryant'a dochodzi Fisher (u niego głównie procentuje w tym momencie doświadczenie, bo prochu już gościu nie wymyśli, ale i tak bardzo go lubie), Gasol, Bynum (jeśli tylko jest zdrowy to cud miód). Jedynie ta ławka nie najlepsza- zależy od dnia. Nie zawsze można na każdego liczyć. Noi cosch Big Phil
Co do Celtów- generalnie to ich jakos nigdy nie lubiłam, ale Pierce, R. Allen czy Garnet jż są bliżej końca, a to ich najbardziej tam nie trawie. W Celtics podoba mi się na pewno... publiczność. Choć wiadomo, że w całej Ameryce to nie jest to samo co na naszej Wiśle Can-Pack ;P (chodzi mi o śpiewanie i zabawę cały mecz). Poza tym to oczywiście Rondo i... Nate Robinson. Tego ostatniego skubańća to naprawdę podziwiam i życzę mu jak najlepiej. Jak najlepiej- vicemistrzostwa.

W dunkach niech sobie dalej króluje.