Celtom kibicuję odkąd zacząłem się bardziej wciągać w NBA, to jest od Weekendu Gwiazd w Phoenix w zeszłym roku. Skromny staż- wiem, ale odkąd zacząłem oglądać transmisje- najpierw tylko te piątkowe i niedzielne w C+, a potem przez internet- od początku zwracałem uwagę na grę Rondo. Dość szybko stał się moim ulubionym rozgrywającym (szalenie podoba mi się gra też Williamsa z Utah Jazz) i taka 'eksplozja' jego talentu w tych playoffach jest tym, na co czekałem od poprzedniej serii z Magic. To fajne uczucie, gdy 'anonimowa' (jak na standardy NBA, gdzie rządzą Kobe z Królem) postać zaczyna odgrywać pierwszoplanową rolę. Ale wróćmy do serii z Lakers...
Ray-Ray na pewno nie będzie w stanie powtórzyć podobnej skuteczności w trójkach, a gdyby nie jego efektywność, triple-double Rondo na niewiele by się zdało. Zresztą w ostatnim meczu defensywa Lakers (Brown zwłaszcza) popełniała mnóstwo błędów w kryciu Allena, co dziś na pewno się nie powtórzy. Lakers mają znakomitego Gasola pod koszem, przebudzić się może Odom (taki mecz, jak w niedzielę mu się chyba już nie przydarzy). A skoro o przebudzeniach mowa, to liczę na Garnetta. Trzy słabe występy pod rząd w postseason to niedopuszczalne w przypadku Big Ticketa i mam nadzieję, że odrodzi się w Bostonie.
Oby tylko gwizdki były bardziej "normalne", niech sędziowie pozwolą na bardziej fizyczną grę (coś czuję, że poleci dzisiaj technik Perkinsa, defensywa Lakers w końcu dopnie swego i stracą go na mecz numer 4). 67 rzutów wolnych na mecz - o 19 więcej niż w sezonie regularnym i stanowczo za dużo.
Rozumiem, że dziś w nocy/nad ranem się zbieramy tutaj, żeby komentować poczynania obu piątek?
