Wyświetl pojedynczy post
Sędzia
Senior Member
 
Od: 11.2002

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#7322
Stary 31.05.2010, 19:26
Zbychu napisał(a):Wyświetl post
Sędzio zakładasz z góry apriorycznie że artykuł jest zły choć go nie przeczytałeś i na dodatek nie wskazałeś żadnego argumentu ku swojej tezie poza lakoniczną wzmianką że ,,sytuacja nie jest tak zła ani trwała".Nie wiem czy to jest brak dobrej woli z Twojej strony czy po prostu niechęć przyznania się do trzeźwej oceny poglądów które obecnie można powiedzieć są już anachronicznie.Nie pisze tego ze złośliwości bo akurat Ciebie uważam za jedną z bardziej merytorycznych osób wypowiadających się na forum choć w wielu kwestiach się różnimy.

Po drugie.Polska już tą koncepcje federacyjną próbowała zastosować za Piłsudskiego więc twierdzenie że jej nie realizowała przez dłuższy okres jest też nie na miejscu z Twojej strony.Jeśli wtedy przy śmiertelnym zagrożeniu ZSRR nie mogła się ziścić to trudno oczekiwać aby teraz w czasach o wiele spokojniejszych z demokratyczną jakkolwiek by to nie zabrzmiało Rosją można było znaleźć chętnych do jej realizacji.
Niczego nie zakładam, piszę tylko odnośnie tej tezy, zawartej w pierwszym zdaniu "Giedroyciowsko-piłsudczykowska koncepcja polityki wschodniej poniosła klęskę."

http://www.rp.pl/artykul/486623.html

Cytat:
"W polityce wschodniej goniliśmy przez lata króliczka, który nam uciekł, bo być może nigdy nie był do złapania" - to teza stawiana przez Bartłomieja Sienkiewicza w tekście Pożegnanie z Giedroyciem. Jego punktem wyjścia jest obserwacja, że "seria wydarzeń na Wschodzie zmieniła na tyle obraz sytuacji, że powtarzanie zaklęć o misji Polski we wspieraniu suwerenności Litwy, Białorusi czy Ukrainy właściwie straciło sens. A przynajmniej taki sens, jaki od lat nadawano ubranej w giedroyciowski kostium polityce wschodniej.

Podobny problem powstaje po stronie zachodniej, gdzie ani Unia, ani sojusz północnoatlantycki nie chcą się, zdaniem Sienkiewicza, wpasować w logikę naszej polityki wschodniej. "Polska ze swoimi wschodnimi ideami politycznymi została sama. I nie pomogą tu daremne narzekania, że to wielomiliardowe kontrakty koncernów zachodnich zawierane z Moskwą zniszczyły solidarność unijną, ani lament nad przebiegłością Kremla wzmacniającego swoją pozycję w Europie Wschodniej.

W ten sposób narodził się projekt działania na rzecz czegoś w rodzaju porozumienia „słabych wobec Rosji” – Polski, Litwy, Ukrainy, Gruzji – a jak się da, to i innych krajów WNP. Stworzenia mechanizmu politycznego równoważącego przewagę Rosji w regionie i zarazem mogącego obyć się bez zachodniego poparcia.

Polityka ta oparta była na zupełnym nieporozumieniu co do partnerów. Rozbieżności między interesami Litwy, Ukrainy czy Gruzji były zbyt oczywiste, by można było taki twór utrzymać przy życiu, nie mówiąc już o jego efektywności. Ale ważniejsze było założenie niewypowiedziane: że krajom postsowieckim bliżej będzie do Warszawy niż do innych biegunów polityki (i finansów) w Europie. To błąd anachronizmu, poleganie na jednostronnie odczytanej historii własnego kraju (jagiellońskiej Rzeczypospolitej wielu narodów), transponowanej na partnerów zagranicznych działających w zupełnie odmiennych czasach i okolicznościach".

Zauważając zmianę nastawienia Kremla do Polski w ostatnich tygodniach, Sienkiewicz proponuje odejście od postawy, którą wcześniej w tekście krytykuje. "Kluczowe jest pytanie, jak można tę zmianę polityki rosyjskiej wykorzystać. Bo sytuacja, w której miernikiem liberalizacji w Rosji i destalinizacji rosyjskiej polityki w oczach Europy staje się stosunek do Polski, jest niezwykle kuszącą perspektywą, także jeśli chodzi o znaczenie Polski na mapie sił na kontynencie. Nie wyrzekając się dotychczasowej linii, Warszawa mogłaby przerzucić dialog z Moskwą w zupełnie inne rejony, pod jednym wszakże warunkiem. A mianowicie, że się dobrze wie, co chcemy od Rosji uzyskać za jej 'certyfikowanie' jako normalnej państwowości, nieobarczonej grzechami stalinowskiej przeszłości".
Znalazłem też kilka fragmentów w sieci podających przykłady dotyczące poszczególnych naszych sąsiadów na wschodzie.

http://groups.google.pl/group/pl.mis...f1ea2?lnk=raot


1) Najlepsza koncepcja naszej polityki zagranicznej musiała by polec, jeśli w naszym kraju nie ma zgody co do jej kształtu, a przede wszystkim nie ma osób posiadających odpowiednie kompetencje do jej prowadzenia.

2) Zmiana polityki Kremla to pic na wodę fotomontaż. Kilka nic nie znaczących gestów, które Rosja musiała uczynić, nie spowoduje nagle, iż zmieni swoją politykę. Jeśli damy się uśpić, Rosja to wykorzysta. Jakiś czas temu zarzucono Kaczyńskiemu (chyba Jarosławowi, ale pewny nie jestem), że myśli kategoriami z XIX wieku, że teraz to już nie te czasy, że interesy narodowe to już przeżytek itd. Tyle, że wszyscy europejscy "gracze" nadal tak myślą, tak Niemcy, jak i Rosjanie, i to się nie zmieni. Zmienią się metody, ale cele pozostają takie same.

3) To, że nasi sąsiedzi szukają nowych kierunków nie wynika z faktu, iż przedmiotowa koncepcja ponosi klęskę, lecz z powodów o których pisałem w punkcie 1 - bo widzą, że mają do czynienia z totalną amatorką

4) Stwierdzenie o nieprawdziwości założenia, iż naszym sąsiadom jest bliżej do Warszawy jest niewłaściwe. Ta bliskość wynika z zasadniczej kwestii - mianowicie z tego, iż Polska, w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej, wie jaka jest prawdziwa twarz Rosji. Jeżeli jednak rządzący Polską sami pakują się w ramiona Putina, a wcześniej sami rezygnują z twardego stanowiska za cenę mało znaczących ustępstw, to jest rzeczą oczywistą, że nasi sąsiedzi będą szukać innych kierunków.

5) to, co się stało na Ukrainie oceniam pozytywnie, bo jak na razie wydaje mi się, że Ukraińcy mają wreszcie prezydenta, który myśli. Właśnie zabezpieczył integralność Ukrainy na kilkadziesiąt lat, uzyskując przy tym duże obniżki cen gazu.
Miała być demokracja, a tu każdy ma własne zdanie - Lech Wałęsa