Jednego nie rozumiem. Kiełb kosztował najpierw 1 mln €, teraz 1 mln złotych i jeszcze ta kwota może być obniżona.
Szczerze powiedziawszy Kiełba mało co oglądałem w akcji, więc nie mam zdania na jego temat. Ale 1 mln € za obiecującego ofensywnego pomocnika z ligi polskiej to absurd, zaś jakieś 800 tys. zł + wypożyczenie kogoś z szerokiego składu Amiki wygląda jednak na promocję.
Nie wiem, na czym to polega. Jak zgłasza się Legia czy Wisła, kwoty są astronomiczne. Dla Amiki mają je specjalnie zaniżać?
Jeśli mogę podzielić się moimi podejrzeniami: odnoszę wrażenie, że w ostatnich doniesieniach medialnych o transferach Amiki kwoty są
mocno zaniżone. Siergiej Krivets raczej nie kosztował 300-400 tys. €. Kiełb też nie pójdzie za 200 tys. €, a Sobiech za 800 tys. €.
Natomiast takie pogłoski o genialnych zdolnościach negocjacyjnych szefów wronieckiego klubu mogą się w przyszłości przydać, przy ustalaniu kolejnych transferów.