Wyświetl pojedynczy post
Sędzia
Senior Member
 
Od: 11.2002

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#7159
Stary 24.05.2010, 11:13
1q2,

te rozważania dotyczące tego, czy ktoś naciskał, są moim zdaniem zwyczajną grą obliczoną na wywołanie w Polakach (nawet podświadomego) obwiniania Lecha Kaczyńskiego o to, że kazał pilotom lądować.

Jak dla mnie jest to zwyczajnie śmieszne, przecież piloci wiozący tylu oficjeli, na taką uroczystość, gdzie na miejscu już wszyscy czekali na ich przylot - piloci sami w sobie musieli mieć poczucie, że nie mogą lądować gdzie indziej. Bo przecież z innego lotniska trzeba by było się taszczyć kilka dodatkowych godzin. Tu nikt nie musiał nikogo naciskać.

Gen. Błasik (jeśli to jest on) mógł zwyczajnie pytać, czy da się lądować w takich warunkach. Może usłyszał (skoro drzwi były otwarte), że warunki są złe. Być może wręcz szedł powiedzieć pilotom, by nie ryzykowali. Tego pewnie nigdy się nie dowiemy, a ludzie będą łykać jak pelikany wrzutki ruskich i naszych (?).

Nie wiemy czy drzwi były cały czas otwarte. Być może były otwarte tuż przed katastrofą, bo właśnie gen. Błasik wszedł do środka (albo żeby się zapytać czy można lądować, albo np. żeby powiedzieć, by nie ryzykowali). Być może pasażerowie widzieli mgłę przez szyby i generał się zaniepokoił.

Zważ, że jest tyle potencjalnych możliwych wyjaśnień, ale cały czas usiłuje się sugerować (mniej lub bardziej bezpośrednio), że to Kaczyński im kazał. To jest wszystko obliczone na to, by zniszczyć ten wizerunek Lecha Kaczyńskiego, jaki się pojawił po katastrofie i po pochówku na Wawelu (nie wdając się w oceny czy jest ten wizerunek słuszny, czy nie).

Jak napisał na blogu Passent - "Wawel jest na zawsze". Pewne środowiska się tego strasznie boją, że wokół Lecha Kaczyńskiego tzw. obóz IV RP zbuduje swój mit i przejdzie do ofensywy.

ps. co więcej, w tej sprawie jest mnóstwo pytań, na które nikt nie chce odpowiedzieć. Np. jak to jest możliwe, że samolot był całkowicie sprawny, wieża dawała poprawne wskaźniki, piloci znali rosyjski i byli doświadczeni (wbrew temu co mówi strona rosyjska), a mimo to do katastrofy doszło. Jestem laikiem, ale tyle wiem, że takich samolotów nie pilotuje się co do zasady na podstawie tego, co widzisz przez szybę, tylko właśnie na podstawie wskaźników. Jeśli tak, to co zadecydowało o katastrofie?


----

fragment wywiadu z Klichem (nie psychiatrą obrony narodowej, tylko ten od wypadku)

"- To mógł być jakiś czynnik, że załoga chciała wylądować znając zadanie i pewien rodzaj presji, jakieś nawet delikatnej, który mógł powodować, że załoga jednak, jak mówi się popularnie, chciała za wszelką cenę wykonać to zadanie.

Ale to była presja wprost? Słowna presja?

- Nie, nie było takiej.
Ja już mówiłem wcześniej, że takiej...

... siła oddziaływania psychologicznego raczej?

- W tych informacjach, które są rozszyfrowane, takiej presji nie było.
Ja nie wiem jeszcze co jest za tym, co jest słowo niezrozumiałe, albo osoba anonimowa, nierozpoznana. "

http://fakty.interia.pl/raport/lech-...oleniu,1482682

No to o czym my w ogóle mówimy? Chodzi chyba o to, żeby mówiąc, że nic nadzwyczajnego na pokładzie samolotu się nie działo, powiedzieć że ktoś im kazał (w domyśle LK)

----

i już zupełnie na koniec - pisałem o tym, że dziwi to, iż podawane były poprawne dane, samolot był sprawny itp itd. Ciekawi mnie, czy ktokolwiek rozważa na poważnie taką o to wersję:

http://en.wikipedia.org/wiki/Meaconing

Dodam jeszcze, że wcześniej gdzieś czytałem, że można to wykryć mając czarne skrzynki, które... mają Rosjanie.

"Informacja, że Tu-154 podchodził do lądowania prawie do końca na autopilocie, w 100 proc. potwierdza tezę, że załogę wprowadzono w błąd przy użyciu tzw. meaconingu - twierdzą Marek Strassenburg Kleciak, specjalista ds. systemów trójwymiarowej nawigacji, i Hans Dodel, ekspert od systemów nawigacji i wojny elektronicznej, autor książki „Satellitennavigation”."

http://niezalezna.pl/article/show/id/34367
Ostatnio edytowane przez Sędzia : 24.05.2010 o godz. 11:55.
Miała być demokracja, a tu każdy ma własne zdanie - Lech Wałęsa