|
Cale to sledztwo od poczatku jest kpina.
W pewnym sensie byl tu spor polsko-rosyjski, proba zrzucenia winy od samego poczatku, a to na czterokrotne uporczywe ladowanie, a to na nieznajomosc jezykow, a to na brak doswiadczenia u pilotow, weszcie na Kaczynskiego. Tymczasem lotnisko nie mialo odpowiedniego wyposazenia do przeprowadzenia ladowania. Komisja sledcza podaje jako argument za obrona obslugi lotniska, ze "mowili ze na lotnisku warunki nie pozwalaja na ladowanie", to ja sie pytam kto ma podjac decyzje o ladowaniu lub nie widzac warunki na lotnisku? Obsluga czy piloci samolotu, ktory znajduje sie pare km dalej? Skoro warunki sie nie nadaja to nalezy lotnisko zamknac a nie informowac "wiecie, macie przejebane i bedzie ciezko ale robta co chceta". Rosjanie sa tutaj sedziami we wlasnej sprawie i to jest skandalem.
Slowa rosyjskiej komisji o dwoch glosach, jednym Blasika i drugim zidentyfikowanym o ktorym "ze wzgledow etycznych nie moga powiedziec" to dla mnie nic innego jak proba wplyniecia z zewnatrz na wynik wyborow prezydenckich w niepodleglym panstwie. Reszte niedpowiedzenia zostawi sie juz pozytecznym idiotom i kaczofobom tutaj w Polsce.
W ogole cale sledztwo sprowadzono do tychze glosow, tymczasem nawet jesli glosy byly to istotne jest przede wszystkim co mowily. Bo rownie dobrze moglo tam byc "laduj dziadu", jak "skoro ruski mowia ze ciezko to nie ladujemy" albo "panowie piloci, jakie jest wasze zdanie", az po "kopsnij szluga". Tymczasem sledztwo powinno zajmowac sie analiza czarnych skrzynek pod katem tego czy piloci wiedzieli co sie dzieje oraz badaniem wszystkich przyrzadow na pokladzie. Ale skoro jeden z istotnych przyrzadow musza przyniesc wielce zaangazowanym sledczym dziennikarze, ktorzy znalezli gp w ziemi to juz wiem jak profesjonalnie te urzadzenia zostaly zbadane.
|