Wyświetl pojedynczy post
JEDREK76
konserwa
 
 
Od: 06.2004
Skąd: STRUSIA NH

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#6973
Stary 17.05.2010, 22:42
dostuffca napisał(a):Wyświetl post
Chyra to pewno na kacu był jak go kręcili - nazwisko ustrzelił - to się liczy.
Nie tylko jego GW zmanipulowała > http://www.youtube.com/watch?v=qrmrLCX_zJ0
Brawo, zgrabna riposta. W przeciwieństwie do Chyry jednak szybko się poprawił.

Jeszcze odnośnie oscarowego reżysera, zresztą współzałożyciela/współwłaściciela GieWu i jego wypowiedzenia "wojny domowej" otóż podczas prawdziwej wojny domowej po wprowadzeniu stanu wojennego, będąc na emigracji w Paryżu nie był on taki bojowy, co w zadedykowanym mu utworze pt. "Artyści" upamiętnił bard "Solidarności" Jacek Kaczmarski:
http://www.wgrane.pl/film/f4a96db325...5c33ea37a5ca34
i słowa http://www.teksty.org/Jacek_Kaczmarski,Arty%C5%9Bci


A poniżej we fragmencie wywiadu J. Kaczmarskiego objaśnienie sytuacji (Rozmowa z G. Prader, Pożegnanie barda, Koszalin 2005)

"[...] G.P. - To właśnie wtedy Andrzej Wajda kręcił w Paryżu "Dantona" i doszło do przykrego spięcia, które zaowocowało utworem "Artyści"?

J.K. - Tak. Przede wszystkim chodziło o to, że Wajda odmówił wszelkich wystąpień publicznych na temat sytuacji w kraju. Nie rozumiałem tego. Wajda był człowiekiem nietykalnym dla jakichkolwiek władz. Miał taką pozycję, tyle nagród na koncie, że władze w Polsce nie mogły mu nic zrobić. On jednak chciał sobie najwyraźniej zapewnić funkcjonowanie w obu światach. Potem była jeszcze jedna historia. Mój przyjaciel, Tomek Pobóg-Malinowski, kręcił film dokumentalny pt. "Wajda w Paryżu" o tym. jak powstaje "Danton". I właściwym sobie przenikliwym okiem dokumentalisty pokazał pewne śmiesznostki mistrza i pewne ruchy zakulisowe wokół powstawania "Dantona", zmierzające do tego, aby nikt nie odebrał tego filmu jako aluzji do wypadków w Polsce.
Byłem przy tym jak Wajda oglądał ten film i jak go cenzurował. jak zażądał określonych cięć. I to była druga gorzka konstatacja na temat Wajdy. Trzecia to były te salony, pełne przepychu i luksusu. Jeśli się to porównało z sytuacją aktorów, w końcu wybitnych polskich aktorów, których Wajda sprowadził do udziału w filmie, a którzy gnieździli się w podrzędnych hotelikach i pracowali za skromne stawki, to naprawdę robiło się smutno.
Czwarta rzecz, która zmusiła mnie do krytycznego myślenia o Wajdzie, wiązała się z uroczystością wręczenia mu. bodajże Legii Honorowej w Operze Paryskiej. Tuż przed tą uroczystością Jean Claude Brialy czytał oświadczenie w sprawie uwięzionego po raz kolejny w Związku Radzieckim reżysera Sergiusza Paradżanowa. Został on oskarżony o homoseksualizm i skazany na lata ciężkich robót. Jean Claude Brialy czytał protest całego francuskiego środowiska artystycznego, po nim występował Wajda i ... nie powiedział ani słowa na ten temat, podczas gdy ja wiedziałem, że chlubił się znajomością z Paradżanowem, w domu pokazywał ikony, które od niego dostał. To mnie już mocno oburzyło, no i wówczas napisałem "Artystów". Wysłałem kasetę i list do Wajdy, z informacją dlaczego tak zrobiłem.
Jak się później dowiedziałem. ten list w ogóle nie dotarł do adresata. Wajda miał bowiem wokół siebie prawdziwy bastion ochronny złożony z kobiet, które strzegły go przed złymi, stresującymi wiadomościami.
Kiedy już pracowałem w Wolnej Europie, opisałem tę historię w jednym ze swoich pierwszych radiowych komentarzy, ale nie znalazło się to na antenie. Najder zapytał: "Czy pan rzeczywiście uważa, panie Jacku, że Wajda jest naszym największym przeciwnikiem?" To była symptomatyczna reakcja, wynikająca z myślenia, że to co między nami to jest drobiazg. Jedynym przeciwnikiem miał być komunizm, w związku z czym nie należy sobie patrzeć nawzajem na ręce, a tylko na ręce komunistów. To samo działo się w Polsce: to, co jest nasze jest w porządku; to co jest ich, jest nie w porządku. I to jest jedyny podział. Dzisiaj widać efekty tego uproszczenia. Ja uważałem to za grzech pierworodny - to właśnie przymykanie oczu na własne słabości. Na ten sam temat miałem zresztą starcie z Janem Nowakiern-Jeziorańskim w 1987 roku, kiedy powiedziałem, że radio powinno wskazywać błędy opozycji a w każdym razie krytykować ewidentnie niewłaściwe posunięcia, bo może przyjść taki czas, że odbiją się one czkawką. Nowak odparł mi wtedy, że jesteśmy rozgłośnią walczącą z komunizmem, a nie analizującą postępowanie struktur opozycyjnych.
Z dziką satysfakcją odnotowało to wówczas "Życie Warszawy": "Były gitarzysta Kaczmarski został objechany przez dyrektora Nowaka-Jeziorańskiego za swoje naiwne wyobrażenia o roli Radia Wolna Europa". No bo, jak to zwykle bywa, taśma z tego spotkania natychmiast, jakimś cudem, przedostała się do kraju.
Wracając do punktu wyjścia, skończyło się na rozstaniu z kręgiem ludzi Andrzeja Wajdy. Było to bardzo bolesne, bo o ile z samym Wajdą nie łączyło mnie zbyt wiele, to przyjaźniłem się z kilkoma osobami z tego kręgu, np. z Agnieszką Holland, która bardzo skrytykowała i moją piosenkę, i moją postawę twierdząc wprost, że mam dziwny talent zrażania ludzi mi przychylnych. Nadal jednak twierdzę, że Wajda i jego środowisko mogli wtedy zrobić dla Polski znacznie więcej, gdyby zajęli jednoznaczną postawę. [...]"
Ostatnio edytowane przez JEDREK76 : 17.05.2010 o godz. 23:07.