|
Odnoszę wrażenie, że polskie kluby to towarzystwo wzajemnej adoracji. A prawda jest, a raczej powinna być taka: Po pierwsze, to jest miejsce pracy. Zatrudniając zawodnika klub oczekuje od niego wszystkiego tego czego należy w takich wypadkach oczekiwać. Jeśli nie mieści się w ramach zespołu pod względem taktyczno wydolnościowym, a co za tym idzie nie spełnia pokładanych nadziei to nie powinno się go zatrudniać albo zwolnić. Proste. Po drugie, na taktyczno operacyjne manewry typu ten mecz możemy nieco odpuścić, bo za 3 dni czeka nas ciężka przeprawa na wyjezdzie mogą pozwolić sobie kluby mające długą ławkę odpowiedniej jakości.Patrzymy na polską piłkę przez pryzmat lig zachodnioeuropejskich. Pomarzyć jest sprawą ludzką. Tylko niestety poprzez nikłą zasobność portfela jest jak jest. Pamiętacie czasy kiedy graliśmy np z Lazio? Byliśmy wtedy na topie.Spoczęcie na laurach nie przynosi chwały. Kiedy zbliża się koniec sezonu np takiego jak ten, kiedy byle wpadka kosztuje utratę mistrzostwa już chyba ze względów ambicjonalnych powinno się wykrzesać trochę sił aby nie stracić twarzy. Tak indywidualnie, jak i jako klub. Dlatego dopóki zawodnik z uwagi na zasobność portfela swojego pracodawcy będzie czuł się niezagrożony utratą pracy, nie będzie się wysilał.Co do człowieka nazwiskiem Jop. Pamiętam jego wpadki jakiś czas temu w reprezentacji. Trzeba zmienić styl myślenia od poziomu zarządu do poziomu zawodnika. Bycie Mistrzem Polski zobowiązuje. Skoro jest się na topie wręcz nie wypada pozwolić sobie na tego typu wpadki. Chociażby dlatego, że w końcowym efekcie przynosi to wymierne korzyści.Mam rację? Pozdrawiam wszystkich.,.
|