Za eSKaWuKa.pl
Cytat:
Data: 12-05-2010 10:38 Autor: (MARCIN)
Żal, rozpacz, niedowierzanie. Paleta przeróżnych stanów emocji targa w chwili obecnej kibiców jeszcze aktualnych mistrzów Polski. Czy słusznie i potrzebnie? Chyba nie do końca. Dlaczego? Z paru prostych powodów, o których poniżej.
Choćby dlatego, że by być mistrzem trzeba mieć do tego charakter. Piłkarze Wisły niestety na chwilę obecną go nie mają. W sezonie 2009/10 przegrali wszystko, co do przegrania było możliwe. Najpierw eliminacje z Levadią, potem Superpuchar z Lechem. Następnie w rozgrywkach ligowych ponownie z Lechem, chwilę potem z Legią, a na koniec obłędu pierwszy raz od 59 lat z Cracovią. Dalej egzystując juz z 'muchami w nosie" w nowym roku nie umieli nawet zremisować z Bełchatowem i Arką. Co najgorsze postanowili zwolnić sobie trenera, który przestał już im odpowiadać. Nie wiemy ile jest klubów w Polsce, którymi starają się rządzić piłkarze, ale wiemy, że jednym z nich jest w dużej mierze ten najbliższy naszemu sercu, czyli Wisła Kraków. Niegdyś naszym zawodnikom nie odpowiedały zbyt ciężkie treningi Petrescu, teraz woleli mieć jak mawiają w okolicach szatni "już prawie dziadziusia", który wysiłku zbyt wielkiego forsować im nie zwykł.
Po drugie dlatego, że mistrzostwo należy wywalczać, a nie po nie człapać. Naiwna zmiana trenera była zwykłą zamianą "siekierki na kijek". Analizując bez emocji to, co się wydarzyło w ostatnich dwóch miesiącach należy spojrzeć prawdzie w oczy. Dobre mecze z Lechią, Polonią Bytom czy Piastem przeplatane zostały słabymi ze Śląskiem, Koroną czy wczoraj z Cracovią. Nie bądźmi hipokrytami. To, co los nam dał w doliczonym czasie gry w cudem wygranym meczu z Polonią Warszawa, zabrał wczoraj fatalnym kiksem Jopa, pewnie w myśl zasady, że w przyrodzie musi być równowaga.
Prawdziwi mistrzowie też nie kalkulują. Niestety zapomniał o tym Kasperczak, który kazał zagrać swoim piłkarzom w meczu z Lechem, swym najgroźniejszym konkurentem tak, by ... tylko nie przegrać. Gdyby Wisłę stać było na pokonanie w bezpośrednim pojedynku "Kolejorza", to jej fani mogli by w dniu dzisiejszym już chłodzić na fetę mistrzowską szampany.
By być mistrzem i chyba nie tylko Polski trzeba być po prostu ... klubem. A klub to pion sportowy, marketing, odpowiednio dobierani profesjonaliści na odpowiednie stanowiska, odpowiednia polityka medialna i wiele wiele innych rzeczy. Przykro nam to pisać, ale chcąca być najlepszą Wisła nie ma aktualnie: dyrektora sportowego, pionu marketingu (w chwili obecnej pracę za kilka osób wykonują słownie dwie), odpowiedniego sztabu szkoleniowego. Trenerem bramkarzy został na przykład człowiek po zawodówce budowlanej, potem prawdopodobnie liceum (choć nie jesteśmy tego pewni do końca), bez akademickiej wiedzy teoretycznej, i należytego doświadczenia (ostatnio sprzedawał wóżki widłowe, w momencie gdy najlepsi polscy trenerzy bramkarzy kształcili się teoretycznie i praktycznie, odbywając różne staże). W dodatku ów dyletant jest także zdrajcą wiślackiego ruchu kibicowskiego, który w trudnym momencie angielskim wyjściem opuścił, bo Wisła przez prawie 10 lat nie była mu do niczego potrzebna. Co jeszcze śmieszniejsze ów pseudoszkoleniowiec zamiast uderzyć się w piersi, woli wcielać się w rolę zwykłego płaczka i kapusia, chodząc po klubie i skamląć, by niektórzy kibice dostali za jego "męczeństwo" zakazy stadionowe.
By być mistrzem należy unikać takich sytuacji, jakie miały miejsce w tygodniu ubiegłym. Otóż przygotowany do operacji w Poznaniu Mariusz Pawełek czekał już praiwe na stole operacyjnym na "krojenie", ale tamtejsi lekarze chcieli potwierdzenia pisemnego, że Wisła SA za operację swego bramkarza zapłaci. Nie było nikogo w klubie, kto by to zagwarantował, więc musiał uczynić to rzecznik prasowy.
Po co piszemy to wszystko?
Po to, by zamiast płakać na lewo i prawo jak to nam źle, zrobić sobie rachunek sumienia i z klubu uczynić KLUB. Stworzyć wreszcie przy R22 odpowiednią strukturę, naznaczoną profesjonalizmem, planem długofalowym, pozbyciem się tych, którzy nie gwarantują sukcesu, a zastąpieniem ich ludźmi z mentalnością zwycięzców.
Z Wisły "WIELKĄ WISŁĘ" może stworzyć jak na razie jeden człowiek. Każdy z nas zna jego nazwisko. My jako kibice jesteśmy w stanie pomóc. I takową pomoc deklarujemy. Nie do nas jednak należy ostatnie słowo.
|
Jak zdarza mi się nie zgadzać z felietonami pochadzacymi ze strony
tak w tym wypadku jest to sama smutna i przykra prawda, niestety
|