MCDave napisał(a):

Ja swoje, a Ty swoje. Ktoś przywołał tutaj przykład dziadka walczącego podczas II WŚ. Mój również został zmobilizowany i często wspomina te czasy. W tych wspomnieniach pojawiają się również wspomnienia o żołnierzach radzieckich, którzy walczyli razem z nim i byli kolegami frontowymi pomagającymi Polakom. I teraz tak, jeśli ktoś chce upamiętnić właśnie takich ludzi, to idzie zapalić świeczkę na symboliczny grób żołnierzy Armii Czerwonej. Zapalając taki znicz chyba sam zdajesz sobie sprawę z intencji i z tego komu chcesz tę świeczkę zapalić, bo robisz to głównie dla siebie.
Tylko o to mi chodzi. Wydaje mi się że pisanie o kilkunastu milionach ludzi, walczących w Armii Czerwonej jedynie przez pryzmat 17 września, Katynia i Stalina to ogromna przesada i jest to zwyczajnie nie fair, a nawet bywa niebezpieczne i nie odpowiedzialne.
|
Czyli - prywatnie mogę palić świeczki na grobie kazdego zmarłego żołnierza. Mamy ustawowy zakaz? Nie mamy. Mogę palić nawet na grobach ssmanow. Nikt mi nie broni.
Problem zaczyna się w momencie, gdy niejaki Filozof nawołuje do czczenia wybranej grupy poległych. Zbiorowe wybielanie pamięci? Módlmy się / czcijmy pamięć wszystkich poległych w wojnie. Natomiast zapamiętajmy jaki cel przyświecał Niemcom i Sowietom w trakcie wojny - jedyne sojusze dyktowane były koniecznością chwili. Absurdem jestnawoływanie do jakichś zbiorowych, publicznych aktów emo względem armii mocarstw, które rozgrywały własną gierkę kosztem naszej niepodległości.
Najlepsze w tym wszystkim jest to, że przykładowo taka Brygada Świętokrzyska nadal jest postrzegana za "zbiór zbirów" a to z tytułu domniemanego zawierania taktycznych sojuszów ze stroną niemiecką. Czyli - obcym wolno i należy się im pamięć - naszym nie i nalezne im zapomnienie (w najlepszym wypadku publiczny ostracyzm).
Słów - obcym i naszym użyłem caałkowicie nieprzypadkowo. Jakoś tak to już jest, że w historii mówimy o zbiorowościach i to one są punktem odniesień. A "ponadnarodowy sen" o zakończeniu resentymentów i narodowych sporów / interesów śni się dalej. A życie pisze swoje scenariusze.