JEDREK76 napisał(a):

|
McDave też pisałem o prostym żołnierzu, potencjalnym leitnancie Wani, który przed swoją śmiercią 18 stycznia 1945 r. w Krakowie cholera wie na jakim froncie był i cholera wie jakie rzeczy robił, a z pewnością idąc z Armią Czerwoną wolności nam nie niósł...
|
No i właśnie mieszasz w to politykę. Broń Boże nie chcę bronić czy oceniać palenia zniczy, bo tak po prawdzie mało mnie to obchodzi. Z drugiej strony szkoda by było, gdyby żołnierze ginący na wojnie w walce akurat ze wspólnym wrogiem byli oceniani przez pryzmat późniejszych decyzji politycznych. Zresztą idąc ze zniczem na masowy grób chce się chyba tylko symbolicznie coś i kogoś upamiętnić. Jeśli ktoś chce zapalić świeczkę w intencji zwykłych żołnierzy radzieckich ginących z rąk nazistów to może to zrobić właśnie w ten sposób. Nie jesteś w stanie sprawdzić wszystkich którzy tam leżą (to a propos tego niewiadomego pochodzenia Wani).
Co do samej akcji naszła mnie jeszcze jedna refleksja. Ciekawe czy ludzie, którzy poszli palić te znicze pofatygowali się kiedyś żeby zapalić znicz polskim żołnierzom? Tutaj może leżeć cały paradoks i głupota inicjatywy.