Dziwnie się ten mecz oglądało. Niby szlagier, niby sporo okazji stwarzaliśmy, niby pewnie kontrolowaliśmy mecz, ale jakiś niedosyt pozostał.
Za łatwo przyszło to zwycięstwo ...
Ale już odrzucając malkontenctwo. Pamiętacie 1-5 za Kasperczaka? Z Żurawskim, Szymkiem etc. w składzie? Byliśmy już wtedy majstrem zdaje się, nasi pokpili sprawę, zagrali bez zęba w przeciwieństwie do L. Wtedy byliśmy frajerami. Dziś Wisła zlała frajerów.
P.S. Słowo odnośnie Issy Ba. Nie przekonuje mnie. Niby spokojny, potrafi piłkę rozdzielić, ale wolny przeraźliwie :/