Ale mi matura psiukusa zrobiła .

Wczoraj nawet przez myśl mi nie przeszło, że może być „Świętoszek”, nie wypisałem go w moich ulubionych, a jest to książka która przekracza granice moich ulubionych.
Wszystko zaczęło się półtora roku temu, gdy nasze Szkolne kółko teatralne, jak co roku, zaczynało przygotowaniu do spektaklu. Brakowało, im postaci męskich (większość to głównie to dziewczyny), no i za namową mojej polonistki uległem jej prośbie i zgodziłem się uczestniczyć(uczestniczyć, bo za aktora nigdy się nie uważałem i z pewnością nigdy nim nie będę)
Patrząc z perspektywy czasu to był strzał w 10. Tyle miesięcy prób, teksty większości bohaterów, ze względu na liczne powtórki na próbach, praktycznie wbite na blachę, nie mówiąc już o wydarzeniach w całym utworze(które znałem scena po scenie)


Także dzisiaj jak tylko rozpakowaliśmy arkusze to ja i parę osób krzyknęło sobie po cichu z radości, aż mnie babka wzrokiem zmierzyla
Nie liczę oczywiście na 50 punktów za wypracowanie, po ze mnie umysł ścisły i wypracowanie raczej zawsze w granicy 3+/-4, no ale myślę że te 20 punktów za samo wypracowanie to mógłbym dostać, szkoda że nie było żeby odnieść się do całego utworu, co oczywiście i tak robiłem, chociaż pewnie punktów za to nie dostane.
Porównując tekst z tamtego roku(o hipnozie) i ten z dzisiejszej, to zdecydowanie mieliśmy pecha, bo ubiegłoroczny był o wiele prostszy przynajmniej pytanie do niego były o wiele łatwiejsze. Czytając pierwsze trzy pytania do pracu z tekstem, wpadłem w nerwy bo nic nie umiałem, dopiero gdy trochę ochłonąłem, to coś wykombinowałem, ale ostanie 2 zadania to po prostu masakra…
P.S. Miał ktoś u was na sali wodę, bo podobno to zabronione a u nas 2 osoby miały…