Najdziwniejsze w tym wszystkim, że zapewne upadek Pawełka i jego kontuzja uratowały sytuację. Jakby skosił Krwica, wstał i wrócił to bramki to z punktu widzenia arbitra cała sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.
Inna sprawa, że gdyby wiślacki aktor numer jeden (czyli Wojciech "Nie dotykać" Łobodziński) był w tej sytuacji bramkarzem to chyba przeturlałby się trzy metry i wrzeszczał jakby mu nogę urwało
