Rafal Stec napisał(a):
Bliźniacy
Można by rzec, że w boiskowym bliźniactwie się specjalizujemy, nawet jeśli zaznaczymy, iż ani bracia Żewłakowowie, ani bracia Brożkowie nie znaczą w futbolu tyle, ile znaczą Diego Milito i Gabriel Milito (bliźniakami nie są), którzy właśnie mierzą się w półfinale Ligi Mistrzów jako gracze Interu Mediolan i Barcelony. Nasze rodzinne duety to przecież kawał współczesnej historii polskiej piłki nożnej.
Duety wyjęte z kompletnie odmiennych bajek, które zbliżają do siebie tylko numerologia dowodów osobistych i banialuki o znakach zodiaku. Otóż Paweł Brożek z Piotrem Brożkiem obchodzili urodziny (27.) wczoraj, a Michał Żewłakow z Marcinem Żewłakowem obchodzą urodziny (34.) dzisiaj.
Ze sportowego punktu widzenia więcej ich dzieli. Brożkowie dorastali jako gromadnie głaskani bohaterowie jutra, gwiazdorzyli już w reprezentacjach juniorskich. Żewłakowom nie przypisywano wybitnego talentu, do kadry zostali zaproszeni - Michał na stałe, Marcin incydentalnie - dopiero w wieku seniorskim. Pierwsi mieli urodzić się z darem, drudzy mieli być skazani na uczciwą pracę, którą nadrobią to, czego natura im nie dała.
Drogi karier też obrali różne. Brożkowie trzymali się Krakowa, stając się ofiarami naszych specyficznych ligowych obyczajów nakazujących widzieć niegotowego do rywalizacji z dorosłymi dzieciaka nawet w piłkarzu, który spłodził już syna, zasadził drzewo i zaraz wybuduje willę. Wisła wypożyczała ich do pomniejszych klubów, zwłaszcza Paweł długo czekał na poważną szansę. A kiedy ją dostał, wykorzystał i zwrócił na siebie uwagę za granicą, odkładał emigrację.
Żewłakowowie uciekli po 22. urodzinach. Polecieli do belgijskiego Beveren, skąd przenieśli się do Mouscron. Potem nastąpiło rozstanie. Marcin rozstrzelał się dla Mouscron, próbował sił w lidze francuskiej i innych drużynach z Belgii, ostatnio został mistrzem Cypru. Wyżej ceniony Michał grał dla Anderlechtu Bruksela i Olympiakosu Pireus.
Wśród Brożków wyżej cenimy Pawła. Jest gwiazdą. Bezdyskusyjną, choć lokalną. Sześciokrotnym mistrzem kraju, dwukrotnym królem ligowych strzelców.
Michał Żewłakow gwiazdą nie jest i nigdy nie był. Ale tytuły również kolekcjonuje. Dwa razy zdobył mistrzostwo Belgii, trzy razy - mistrzostwo Grecji.
Paweł Brożek uzbierał na razie 20 meczów w reprezentacji, uciułał trzy gole, w tym jednego w grze o stawkę (wbitego Czechom). Ja najbardziej pamiętam mu trafienie w ekwadorski w słupek podczas ostatniego mundialu, na którym wpadał na boisko na chwilę - w kadrze nie osiągnął nic.
Michał Żewłakow ma w dorobku dwa mundiale, Euro 2008 oraz 94 mecze w kadrze. I okazałe szanse, by pobić rekord występów w kadrze, a na Euro 2012 zostać drugim po Władysławie Żmudzie piłkarzem, który zagrał dla Polski na czterech turniejach rangi mistrzowskiej.
Brożkowie nigdy nie zaznali Ligi Mistrzów, a europejskie puchary znają głównie z przykrych porażek oraz szokujących klęsk. Żewłakowowie w Lidze Mistrzów grali - Marcin epizodycznie, lecz epizod ozdobił golem strzelonym Chelsea (a epizod mundialowy - golem strzelonym USA); Michał bawi w elicie od lat.
Wreszcie z życiowego punktu widzenia - Żewłakowowie poznali kilka sportowych światów, kultur i języków, Brożkowie pościelili sobie na dłużej w Krakowie.
Kto osiągnął więcej? Albo inaczej - kto zasłużył na większy szacunek?
Ostatecznego werdyktu oczywiście nie powinniśmy ogłaszać, bo Żewłakowowie reprezentują pokolenie schodzące, a Brożkowie spędzą jeszcze na murawie szmat czasu. W pewnych kwestiach możemy co najwyżej poprognozować. Nie sądzę np., by bliźniaków z Krakowa stać było na jakikolwiek przyzwoite transfery zagraniczne. Także Pawła, któremu przybywa lat, a w Wiśle nie zatruwa mu życia nadmierna konkurencja w kadrze - on nie drybluje ani nie pudłuje pod presją, świadomy, iż niepowodzenie zepchnie go na ławkę rezerwowych. Nie przywykł do ostrej walki na treningu, do jakiej przywykł Michał Żewłakow, od lat pracujący w firmie z ambicjami międzynarodowymi, ściągającej całkiem uznanych piłkarzy.
Bałbym się wręcz, że nasz snajper wyborowy stanie się problemem Wisły - straci motywację do ganiania po lokalnych trawach, jego błagalne spojrzenia za granicę odwzajemni tylko głęboka prowincja, krakowski klub albo niewiele na nim zarobi, albo będzie patrzył, jak mu się gwiazdor zapuszcza i frustruje. A gdyby jakimś cudem zdołał Brożek w ładne miejsce wyjechać, to bałbym się z kolei, że na dłuższym dystansie nie sprosta. Konkurentom, wymaganiom, europejskim standardom.
Oby nie, oby Brożek poczuł, że i ściganie się z snajperskimi herosami polskiej ligi to ładne wyzwanie. Przynajmniej tyle byśmy z niego mieli.
Powtórzmy - jeszcze nie rozstrzygniemy, kto osiągnął więcej. Brożkowie czy Żewłakowowie, a przede wszystkim - Paweł czy Michał. Niech skończą, co zaczęli.
Na razie wiemy tylko, kto chętniej szuka wyzwań. A gdybyśmy znów wrócili do porównań graczy „lepszych” w obu rodzeństwach, bez przesadnego ryzyka moglibyśmy przypisać Michała Żewłakowa do gatunku piłkarzy o umiarkowanym talencie, którzy usiłowali wycisnąć z siebie i dla siebie maksimum (vide Krzynówek, Hajto), a Pawła Brożka do gatunku piłkarzy o talencie nieco okazalszym, którzy zawsze wiedzieli, że mają czas (Żurawski, Kosowski).
W ogóle coraz częściej miewam wrażenie, iż nic tak nie szkodzi u nas kopaczowi - zwłaszcza młodemu - jak zasugerowanie mu, że kopie sprawniej niż rówieśnicy.
|
+10 znaków
 I w każdej chwili, czy dobrej czy złej, będę kochał WISEŁKĘ na pewno to wiem!
Znów przyjdzie wiosna i lepsze czasy, powróci nasza Wisełka na czoło ekstraklasy!
|