pan Dudi napisał(a):

|
Nie wiem, czy dobrze Cię felipe rozumiem, ale jeśli uważasz, że ci, którzy sprawę olali, olali ją dlatego, że dla nich jest różnica między przylotem do Polski, a przylotem dla Kaczyńskiego, to chyba się mocno mylisz. Tak pewnie będą sobie to tłumaczyć przeciwnicy LK, że "to tylko pogrzeb Kaczki", więc dlatego nikt nie przyleciał, ale jak dla mnie sprawa ma szerszy charakter i obrazuje podejście Europy i świata do nas i naszego kraju. Pewnie, że jesteśmy kimś dla drugiej ligi, ale może to znak, żeby przestać wchodzić w dupsko tej "pierwszej lidze", a skupić się na sobie?
|
Może mało precyzyjnie się wyraziłem, ale chodzi mi dokładnie o to o co tobie.
O podejście pierwszoligowej Europy do nas, jako kraju. Kaczyńskiego podałem tylko w nawiasie, gdyż ciężko gdybać, ale mimo wszystko podejrzewam, że dla części zachodnich przywódców to jednak on był jakims tam "balastem", "rywalem".
Każdy kij ma bowiem dwa końce - przykładowo spontaniczna podróż do Tbilisi w 2008 skutkowała (używając bliskiej nam terminologii

) zgodą z Saakashwilim, ale jednoczesnie kosą z Putinem. Ten sam Putin z kolei raz po raz klepie się po plecach z Tuskiem, podpisał z jego rządem korzystną umowę gazową... Polska jako tako mu zatem generalnie leży, ale Kaczyński już nie...
To tylko przykład, nie wykluczone że jest ich więcej, np. wśród decydentów unijnych, którym tacy politycy jak L.K. czy V. Klaus niejednokrotnie wadzili tak czy inaczej. Walka "o pierwiastek", wymuszenie "kompromisu z Joaniny" czy też przeciaganie ratyfikacji TL - to wszystko sprawiało, że dla UE nasz prezydent wygodny (co za tym idzie - lubiany) nie był. Teraz sobie odbiją...
Aha - i nie mówię o tym jako "przeciwnik LK", wręcz przeciwnie!
Co do ostatniego zdania - ma to sens, mnie tez zawsze pociagała np. idea panslawizmu, bo umówmy się - "bratem" prędzej nazwać możemy Słoweńca czy Litwina, niż jakiegoś Francuza czy Włocha. Problem jednak w tym, że Unia zawładnęła już 2/3 Europy, w kolejce czekają juz Chorwaci, Serbowie tez negocjują... Integracja z "małymi" inna niż w UE ma już niestety bardzo małe szanse bytu, gdyż w wielu miejscach jesteśmy związani tzw. "Wspólną polityką". A sami sobie nie poradzimy - zresztą nawet Norwegowie/Szwajcarzy (jedyne znaczące kraje europejskie z poza UE) sa z nią odpowiednio stowarzyszone, no po prostu inaczej sie nie da. Koniec końćów zatem wszystko rozbija sie o dobre stosunki z możnymi tego świata. I koło sie zamyka. Niestety.