MCDave napisał(a):

Ja się posiłkowałem starszymi, których widziałem na miejscu. Stałem sobie z boku obserwując cały tłumek i widziałem kto tam był. Przeczytaj relację z Gazety Krakowskiej (dostępną bodaj na naszemiasto), tam napisali w miarę obiektywnie co się działo.
Milcząca większość? Orzeu no daj spokój... Nie zgadzam się z Tobą w fundamentalnych kwestiach, ale nie posądzam o ignorancję, a tutaj mnie zabijasz. Dziennikarze TVN nagle nie doznali olśnienia? Telewizja, która jechała po prezydencie od rana do wieczora nagle jest przywódcą ogólnonarodowego zrywu żałobnego i wychwalającego... Dziennikarze, którzy wcześniej śmiali się z pomysłów Marii Kaczyńskiej, teraz piszą i mówią że szanowali jej zdanie... Proszę...
Mieszacie politykę z żałobą. Dlaczego jest tak, że każdy kto jest za pochówkiem równocześnie popierał politykę prezydenta Kaczyńskiego, a wśród przeciwników są i jedni i drudzy?
Zapytam teraz nieco prowokacyjnie, ponieważ nikt nie skomentował mojej wcześniejszej propozycji, dotyczącej ewentualnego przeniesienia zwłok na Wawel: Co będzie, jeśli za kilka tygodni okaże się, że pilot podjął próbę lądowania na wyraźne żądanie prezydenta tak jak było w Gruzji?
|
Wg mnie wiekszosc jest jednak zniesmaczona dzialaniem grupy protestujacej. Sposrod niezgadzajacych sie z decyzja rowniez jedynie czesc jest skora do protestow, reszta komentuje to w zaciszu domowym, krytykuje pomysl ale nie zamierza robic z tego powodu awantur.
Ja osobiscie ani na Kaczynskiego nie glosowalem, ani nie jestem zwolennikiem tego pomyslu (glownie ze wzgledu na to ze wg mnie sami p. Kaczynscy woleliby inne miejsce pochowku) ale jestem oburzony na reakcje tych ludzi i jest mi wstyd ze siedza w nich tak obrzydliwe instynkty.
Co do dziennikarzy, niezle podsumowal to tutaj Paweł Lisicki:
Cytat:
Gdyby nie katastrofa w pobliżu Smoleńska, czytałbym zapewne dzisiaj komentarze pokazujące, że niepotrzebnie Lech Kaczyński poleciał uczcić poległych w Katyniu. Czyż wcześniejsze uroczystości nie wystarczyły – słyszałbym pytania. A poza tym – dowodziliby znawcy – dość tej przeklętej polskiej martyrologii. Zostawmy umarłym grzebanie umarłych, żywi niech patrzą w przyszłość.
Gdyby nie wypadek samolotu, Lech Kaczyński wystartowałby w kampanii. Zapewne uzyskałby poparcie, które pozwoliłoby mu wejść do drugiej tury, bez żadnych wszelako szans na zwycięstwo. Trudno mi uwierzyć, że mogłoby być inaczej. Kolejni eksperci twierdziliby, że ma zbyt duży elektorat negatywny, wciąż popełnia gafy, nie potrafi przebić się przez mur obojętności. Sam bym tak uważał.
Więc skąd te tłumy? Skąd ten płacz powszechny? Skąd rozpacz na tylu twarzach? Jak to się stało, że śmierć tego polityka nagle spowodowała wybuch tak wielkiego narodowego współczucia? Te miliony płaczących, smucących się? Skąd tylu ludzi pogrążonych w modlitwie? Towarzyszących prezydentowi w ostatniej drodze z lotniska do Pałacu Prezydenckiego? Skąd się oni wzięli?
Na pewno poruszyła ich niewymowna tragedia samej śmierci. Jej całkowita nieprzewidywalność. Ta groza, którą wywołuje zawsze to, co nieoczekiwane. Nie mniej istotna jest chyba obecna w tym dramacie symbolika. Prezydent, jego żona, najbliżsi współpracownicy zginęli, chcąc oddać cześć poległym w Katyniu. Ta symbolika prowadzi niekiedy do zbyt pochopnych porównań, do słów o świadomej ofierze. Cóż, prawo bólu i rozpaczy. Być może innym powodem tego narodowego wzruszenia jest też poczucie osierocenia. Ludzie boją się, że państwo i naród zostały pozbawione swej głowy. Nic dziwnego, że w takiej chwili chcą być razem.
Ale jest chyba jeszcze jeden powód owego wybuchu żalu i smutku: nie do końca czyste sumienie. Czy to możliwe, by ten człowiek, którego śmierć wspomina się z takim oddaniem i bólem, był tym samym niemal groteskowym przywódcą? Jest jakaś gwałtowna dysproporcja między dzisiejszą dość powszechną zgodą (mimo pojawiających się protestów)na to, by Lech Kaczyński spoczął na Wawelu wśród najwybitniejszych Polaków a ową niedawną jeszcze pogardą i lekceważeniem jego osoby. Między zgodą na powszechne wyśmiewanie prezydenta i jego obecną apoteozą. Tak, myślę, że tym, co kieruje tylu ludzi na ulice, jest głębokie poczucie niesprawiedliwości wyrządzonej Kaczyńskiemu.
Trzeba o tym mówić. Trzeba o tym przypominać. Owszem, Polska potrzebuje jedności. Ale nie byłoby dobrze, gdyby prezydentura Lecha Kaczyńskiego utonęła w kiczu wzajemnego pojednania. Potrzebna jest uczciwa debata o tym, co godne uznania, a co niesłusznie podlegało wykpieniu, jak i o rzeczywistych słabościach. Nawet jeśli będzie to powodować rozdrapywanie ran.
|
Pisalem wczesniej o tym samym. Dziennikarze i wielu politykow wiedzialo jakim czlowiekiem jest Kaczynski ale pierwszym na reke bylo jego demonizowanie bo nie byl zgodny z liniami programowymi stacji (TVN-Walter-propagandzista z PZPR, Panorama od niedawna - dyrektorem propagandzista ze stanu wojennego, Wyborcza wiadomo itd) i dobrze sprzedawalo sie ludziom Palikota z malkpa wodki w reku, a drugim bylo to na reke i nie prostowali tego. Wymownie brzmia dzisiaj slowa Marii Kaczynskiej z ostatniego wywiadu, gdzie mowila ze bardzo by chciala aby spoleczenstwo widzialo jej meza takim jakim jest naprawde. Tak bylo, ze z calego tygodnia dzialalnosci prezydenta nie slyszales o tym ze wreczal medale, negocjowal traktat lizbonski, jechal z wizyta do jakiegos kraju (o czym rozmawial i po co jechal? nikt nigdy nie zadal sobie trudu zeby o tym poinformowac) tylko dostawales niusa o tym ze powiedzial o malpie w czerwonym. A jak nic nie "nabroil" to miales artykul o kartoflu i zdjecie z wykrzywiona mina.
Co do J. Kaczynskiego i kampanii, chcialbym aby to nie bylo to ale jest calkiem spora obawa ze tak niestety jest, chociaz jednak jakos nie chce mi sie w to wierzyc. Pozyjemy zobaczymy, dzisiaj jednak proponowalbym aby po raz kolejny nie zakladac sobie czegos i wyciagac wnioski z wlasnych gdyban. Ta sama uwaga odnosnie ladowania w Smolensku.