SV_ napisał(a): 
"Zaskoczony jestem, jak bardzo niektórzy nie potrafią odczytywać wrażliwości społecznej i z jaką łatwością burzą nastrój żałoby narodowej. Oczywistym – przynajmniej dla mnie – było, że decyzja o pochowaniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Wawelu wywoła u niektórych zdumienie, u innych niesmak, a jeszcze innych pchnie w kierunku protestów ulicznych. Na protesty uliczne jestem za leniwy i nie dość zaangażowany, odbieram je jako lekkie oszołomstwo, ale niesmak odczuwam. Pytam znajomych – myślą podobnie. Niektórzy tylko uważają, że na razie nie powinno się o tym rozmawiać.
Tak, to nie czas na dyskusje o tym, gdzie pochowany powinien być Lech Kaczyński. Ale który czas będzie lepszy? Już ten świat tak skonstruowano, że o miejscu pochówku dyskutuje się, zanim ten pochówek nastąpi. Osoby, które decydowały o pogrzebie Lecha Kaczyńskiego, mogły wybrać dwie drogi. Pierwsza – pochować go na przykład na Powązkach, w Alei Zasłużonych i powiedzieć przy tym, że prezydent zawsze chciał być blisko zwykłych ludzi. To prawdopodobnie jeszcze bardziej ociepliłoby wizerunek Lecha Kaczyńskiego i jeszcze bardziej zjednoczyłoby ludzi wokół wspólnej idei, szeroko pojętego patriotyzmu. A przyznać chyba można, że Lech Kaczyński przed śmiercią nie był prezydentem kochanym przez ludzi. Nie wywoływał takich uczuć jak Jan Paweł II. Teraz – po tragicznym wypadku – postrzeganie jego osoby diametralnie się zmieniało. Aż do dziś. Bo dziś - powtórzę - nastrój został zburzony. Czy przez tych którzy protestują? Moim zdaniem bardziej przez tych, którzy podjęli decyzję o Wawelu.
No właśnie, druga droga – Wawel. Jako że Lech Kaczyński z Krakowem nie miał nigdy nic wspólnego, gołym okiem widać, że to niepotrzebna – zupełnie niepotrzebna – próba dodania splendoru zmarłemu. Czy Charles de Gaulle został pochowany w Bazylice Saint Denis obok Ludwika XIV? Nie. Czy Egipcjanie pochowają swojego prezydenta w piramidzie Cheopsa? Wątpię. I szczerze wierzę, że Lech Kaczyński sam na pomysł z Wawelem by nie wpadł. Wawel to muzeum, a nie cmentarz. Chowanie tam ludzi to coś w stylu świeckiej beatyfikacji.
Dlaczego to wszystko piszę? Nie dlatego, że nie lubiłem Lecha Kaczyńskiego. Może i nie lubiłem, ale pod Pałac Prezydencki poszedłem, świeczkę zapaliłem, z szacunku dla zmarłych w katastrofie, z szacunku dla prezydenta, który wprawdzie został wybrany nie moim głosem, ale którego postrzegałem jako osobę konsekwentną i stojącą na straży pewnych zasad. Na tym moja żałoba się zakończyła. Może była za krótka, może w sam raz – nie wiem, nie o licytację tu chodzi.
Nie piszę też tego, by wzniecić dyskusję na temat miejsca pochówku. To, gdzie będzie grób tak naprawdę nie ma dla mnie większego znaczenia, bo znam siebie – małe szanse, że kiedykolwiek ten grób odwiedzę. Nie mam takiego zwyczaju. Na grobie Jana Pawła II byłem i w zasadzie na tym moje żałobne podróże (za wyjątkiem prywatnych) się kończą. Mój własny niesmak decyzją o pochowaniu w tym, a nie innym miejscu też mnie samego niespecjalnie rusza – codziennie przeciwko czemuś się burzę i już przyzwyczaiłem się do faktu, że sprawy i tak toczą się same, bez względu, czy mi się to podoba, czy nie.
Piszę to z zupełnie innego powodu – z powodu mediów. Skoro na dziesięć osób, z którymi rozmawiałem na temat prezydenta Kaczyńskiego i Wawelu, 6 miało zdanie, że tam akurat pochowany być nie powinien, to podejrzewam, że jest jakaś żywa dyskusja na ten temat. Proporcje mogą się zmieniać, zależnie od środowiska, miasta, ale dyskusja jest. Podejrzewam, że dziennikarze czy felietoniści też mają różne poglądy. Tymczasem nikt nie odważy się powiedzieć na głos, że coś z tym Wawelem jest nie tak. Że to pomysł nietrafiony. Nikt też nie odważy się podjąć rozmowy na ten temat. Bo nie wypada. Bo strach się wychylić. Bo konkurencja nas zeżre. Bo można więcej stracić niż zyskać. Bo to się po prostu nie kalkuluje. Dziś dziennikarzom kalkuluje się płakać. Cynicznie podsycać żałobę.
Nie lubię zakłamania, uczulony jestem na hipokryzję. Na wszystkich zdjęciach ze stadionu w Wiedniu Lech Kaczyński nie ma już szalika odwróconego do góry nogami – teraz zamieszczane są fotki, kiedy ma go na szyi. Roger Guerreiro twierdzi, że prezydent zapomniał jego nazwiska z szacunku, co niedorzeczne jest i już. Ja wiem, że o zmarłych nie mówi się źle. Ale czy trzeba mówić aż tyle? Przeinaczać? Czy błąd pilota powinien tak całkowicie zmieniać postrzeganie tej samej osoby? Podobały mi się słowa Aleksandra Kwaśniewskiego: „Chciałbym, aby z takim szacunkiem, z jakim w Polsce traktuje się umarłych, kiedyś traktowano także żywych”.
Widzę wokół siebie festiwal hipokryzji. Nieprzerwaną rzekę kłamstw. Flagi na samochodach, ulice pełne zniczy. Ale jakoś w dniu wyborów frekwencja marniutka. Gdzie był ten patriotyzm, gdy trzeba było iść do urn?
Czasami mam wrażenie, że my po prostu lubimy sobie popłakać."
koles z weszlo.com, mało inteligentny portal ale tutaj trafili idealnie
|
Dobrze to ujął. Ide spać, bo mam dość kłócenia się. Każdy ma swoje zdanie, i nikt nikogo nie może zmuszać żeby to zdanie zmienił. Szkoda, że decyzje "większych" ludzi przyćmiewają zdanie większości społeczeństwa.
Dobranoc
|