|
Ponad 400 osób zebrało się wieczorem pod krakowską kurią, by zaprotestować przeciwko decyzji o pochowaniu na Wawelu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego żony. Krzyczeli "Powązki, Powązki!".
Przyszli zarówno młodzi jak i starsi krakowianie, niektórzy całymi rodzinami. - Przy całym szacunku dla tragicznie zmarłego prezydenta nie uważamy, by był bohaterem narodowym i zasłużył na pochówek w panteonie narodowym. To przejaw narodowej histerii - mówi Marzena Chrobak z UJ.
Beata Kawecka dodaje: - Byłam głęboko poruszona śmiercią prezydenta Kaczyńskiego, choć na niego nie głosowałam. Jako społeczeństwo czuliśmy się zjednoczeni, a teraz przez jedną decyzję kardynała Dziwisza czujemy się podzieleni.
W tłumie słychać było głosy, że jedna nieodpowiedzialna decyzja spowodowała, iż żal ustąpił gniewowi.
- Żądanie pochowania na Wawelu prezydenckiej pary uważam za przejaw megalomanii, Lech Kaczyński był skromnym człowiekiem na pewno by się na to nie zgodził - mówił poseł Jan Widacki (SD).
Tłum skandował "Jutro o dwudziestej", dając do zrozumienia, że w następnych dniach też będą protesty pod kurią. W tłumie zaczynały się też pierwsze nieporozumienia. - Jestem prawdziwym Polakiem, a wy rosyjskimi najemnikami! - krzyknął jeden z mężczyzn.
Zgromadzeni nawoływali do spokoju, i unikania kłótni.
|