Wyświetl pojedynczy post
LoRd
Senior Member
 
Od: 04.2004
Skąd: Kraków - Oświecenia ...

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#5024
Stary 12.04.2010, 23:55
Nadal chyba nawet na minutę nie mogę zapomnieć o tym co się stało. Każdym gestem wraca się do sobotnich wydarzeń. Rzadko życie wyciska ze mnie łzy, dziś mnie nie oszczędza. Byłem na mszy za Ś.P dr hab. Janusza Kurtykę, prezesa IPN. Miałem zaszczyt być jego studentem. Profesjonalista w każdym calu. Tego nie dało się nie zauważać. Podczas samej mszy w zasadzie jedna myśl "co będzie z tym co dotychczas robił? Dla mnie, dla nas. Nie dla zaszczytów ale ich dostąpił". Prawdziwy profesor. Nie poprzez stopnie naukowe ale postawę. Ksiądz wspominając zmarłego przytoczył bliskiego współpracownika "Janusz od kilku dni chodził jakby coś przeczuwał. Powtarzał: módlcie się za mnie". To nie może nie trafić do człowieka. Co jeśli na pokładzie tego samolotu byli inni tacy jak on ? W taki sposób odchodzą wielcy. Straciliśmy wiele ... ale nie wszystko.
Później na uczelni rozmawiałem z koleżanką. Rozmowa znów siłą rzeczy musiała zejść na temat feralnego lotu i prezydenta. Mówiliśmy o tym co wspólnie widzilśmy w przekazie medialnym. Setki tysięcy warszawiaków żegnających prezydenta Rzplitej, mówiliśmy o tym jakiego prezydenta wykrowały media. Okazało się, że inny prezydent wsiadł do samolotu w sobotę rano a zupełnie innego przyjęła stolica w niedzielę. Powiedziała "wiesz... nie cierpiałam Kaczyńskich, jak mi jest teraz głupio, że dałam się okłamać przez media i w to wciągnąć, nie znałam go takiego".
-> Prawda jest jak du*a, każdy ma swoją ...