|
Przede wszystkim, to należy się szacunek dla Bayernu. Piłkarze nie pękli, mimo że 1 bramka w 4 minucie mogła "ustawić mecz". Dostali 2 bramki w 12 minut, potem jeszcze trzecią. A mimo to potrafili się podnieść. Nie odpuszczają, są mocni psychicznie.
I wielkie brawa dla Louisa Van Gaala. Jego drużyna zagrała imponująco w drugiej połowie. Gdy MU stracił Rafaela, drużyna nie rzuciła się do frontalnego ataku, tylko spokojnie, konsekwentnie zdobywała teren. Niemcy wiedzieli, że mają czas i grali swoje. Akcje przygotowywali precyzyjnie, wymieniając po kilkanaście podań. Nie było przypadkowości, niepotrzebnej nerwowości. Gdy strzelili bramkę dającą awans, zamiast się cofnąć zaczęli grać z MU w dziada. Przesuwali pięknie piłkę od własnego pola karnego do pola Manchesteru i z powrotem. Dawno nie widziałem tak bezradnych Czerwonych Diabłów.
Bayern jest świetnie ustawiony taktycznie. Pokazał, że we współczesnym futbolu strata 1 zawodnika w meczu przez przeciwnika to poważny atut - tylko trzeba umieć to wykorzystać. Formą impopnuje Ivica Olić, prawdziwy walczak, charakterny zawodnik. Ale moim zdaniem w rywalizacji z Lyonem nie będą faworytem. Ich problemem jest katastrofalna gra stoperów. Van Buyten jest wolniejszy od Tomka Hajty w końcowej fazie jego kariery. Demichelis to zawodnik co najwyżej przeciętny. Również boczni obrońcy sprawdzają się bardziej w ofensywie, niż w defensywie.
Uma vez Flamengo, sempre Flamengo
|