kot i pies. oba się przybłąkały(czyt. jakiś pojeb wyrzucił je z auta pod moim domem - co się niestety dość często zdarza w okresie wakacyjnym). kot - misiek jest mój i tak jak wcześniej nie przepadałem za kotami, tak teraz nie wyobrażam sobie takiego małego rudzielca nie mieć. Najbardziej przejebane zwierze jakie widziałem. Zresztą został znaleziony po mojej 18-stce rodzinnej, jak ostatnia ciotka wychodziła to stał pod drzwiami od domu taki malutki zmarznięty, no i został. pies - maksymilian jest w domu od wianków zeszłorocznych, średniej wielkości kundelek biało-czarny. na początku bał sie wszysktich ale z czasem się oswoił
btw. ludzie którzy wyrzucają zwierzęta za miastem z samochodu i odjeżdżają to s****ysyny i też powinni być traktowani w ten sam sposób. Ze 2 lata temu jakiś palant wyrzucił z auta pudla w kagańcu! równie dobrze mógł go przywiązać do drzewa w jakimś lesie, bo ewentualne upolowanie(zjedzenie czegoś) w kagańcu jest niemożliwe.