Wiem takie rzeczy,ale za bardzo nie wiem co mają wspólnego z moją wcześniejszą wypowiedzią.
A wracając do meritum.Ostatnio swoją kandydature w wyborach prezydenckich zgłosił Kornel Morawiecki.Tutaj wywiad:
Cytat:
Rozmowa z dr. Kornelem Morawieckim
- - Jeśli to nie jest wspak Pańskiej strategii wyborczej - to proszę o wskazanie, czy i na na kogo wezwie Pan do głosowania swój elektorat w II-ej turze (nie jest przecież wykluczone, że nie Pan przejdzie do drugiej tury, lecz np. Pisowiec ).
- Nie umiem zdecydowanie powiedzieć na kogo wezwę do głosowania w II turze (jeśli sam się w niej nie znajdę). Aktualne wydaje mi się bliżej do Lecha Kaczyńskiego niż do kandydatów Platformy lub kogoś w rodzaju A. Olechowskiego. Ale moim zdaniem żaden, poza mną, kandydat nie daje Polsce szansy na nowe otwarcie. Wszyscy są kontynuacją „okrągłego stołu” i nikt z nich istotnie nie przeciwstawi się miałkości obecnej polskiej polityki.
- - Polski udział w Unii Europejskiej uważałem i uważam za konieczność. Jako kraj frontowy, na dodatek wobec pogorszenia się koniunktury (Ukraina po wyborach, spadek zainteresowania Europą ze strony Stanów Zjednoczonych) - Polska miała jako jedyna pozostać na wschodzie Europy poza Unią? Trochę strach o tym pomyśleć! Proszę więc rozwinąć swój krytyczny pogląd na Traktat Lizboński (chyba, że powodują Panem względy taktyki wyborczej - w nadziei na głosy eurosceptyków ).
- W swojej kampanii zamierzam po prostu mówić to co uważam za słuszne, za ważne dla Polski. Nie będę patrzył na względy taktyczne. Na to, że mogę zrazić swoich potencjalnych wyborców. Będę mówił i pisał to co myślę, pozostając otwarty na myślenie i argumenty przeciwne moim. Jestem za Europą, ale Trakt Lizboński, a zwłaszcza sposób jego przeforsowania uważam za zły. Ten biurokratyczny, opasły (z odnośnikami do niebotycznych rozmiarów) dokument nie zawiera żadnych, naprawdę nowych idei, nie proponuję lepszych od dotychczasowych rozwiązań. Praktyczną likwidację "liberum veto" poszczególnych państw członkowskich, które mogą zostać po prostu przegłosowane uważam za błąd i zamach na narodową suwerenność. Niepoddanie tego kosmetycznie zmienionego Traktatu, w porównaniu do odrzuconej Konstytucji, procesowi referendalnemu we wszystkich państwach Wspólnoty można nazwać zamachem na demokrację.
Niestety polski Prezydent i Premier mają w tym swój udział. Przy całej procedurze nie zrobiliśmy nawet tego co zrobiły Niemcy, żeby zagwarantować nadrzędność naszego konstytucyjnego prawa nad prawem unijnym. A wystarczyło tylko ich naśladować. I wydaje się szczegół, ale w/g mnie bynajmniej nie błahy. W Traktacie jest sformułowany zakaz kary śmierci. Zgoda na taki zakaz, to poważna cywilizacyjna pomyłka. Nie jestem w stanie wyczerpująco wytłumaczyć się z takiego stanowiska w tej krótkiej odpowiedzi. Zrobię to później na własnej stronie internetowej.
- - Chciałbym dowiedzieć się (o ile taka deklaracja jest obecnie możliwa, biorąc pod uwagę Pańską strategie wyborczą), czy wyklucza Pan z góry poparcie w II turze wyborów prezydenckich jakiegoś konkretnego kandydata (spośród tych, którzy już wyrazili chęć kandydowania czy też spośród tych, którzy prawdopodobnie będą kandydować – mam na myśli Lecha Kaczyńskiego oraz Bronisława Komorowskiego lub Radosława Sikorskiego)?
- W drugiej turze poprę i będę prosił o poparcie tego kandydata, którego będę uważał za mniejsze zło. Gdyby np. do drugiej tury przeszli L. Kaczyński i B. Komorowski, to teraz uważam , że poparłbym L. Kaczyńskiego.
- - Pytanie z tej samej kategorii – czy bierze Pan pod uwagę zawarcie układu z innymi kandydatami, że ci, którzy będą dysponowali mniejszym poparciem przed I turą wyborów zrezygnują z kandydowania na rzecz tego jednego, który będzie dysponował największym poparciem w sondażach? Tego typu propozycja była zgłaszana w gronie kandydatów: Jerzy Szmajdziński, Andrzej Olechowski i Tomasz Nałęcz.
- Nie biorę pod uwagę układu z innymi kandydatami przed I turą. Nie widzę takich, z którymi mógłbym się układać - to po pierwsze. Ale po drugie - ważniejsze - jestem kandydatem zmiany, inni to wszystko kandydaci kontynuacji, gdybym któregoś z nich poparł w I turze to sprzeniewierzyłbym się wysiłkom i oczekiwaniom tych moich zwolenników, którzy postawili na zmianę. Kontynuując tę myśl powiem tak: Prezydent L. Kaczyński ma bardzo małą (jeśli w ogóle) szanse na reelekcję. Ale załóżmy hipotetycznie, że wygra. Ta wygrana na pewno mniej, na lepsze, zmieni sytuację w Polsce niż moja hipotetyczna przegrana z dobrym wynikiem. Po moim niepowodzeniu może pozostać społeczny i organizacyjny kapitał zdolny do przebudowy obecnej sceny politycznej. Z wygranej obecnego Prezydenta nie widzę żadnych perspektywicznych zysków dla Polski.
- - Traktat Lizboński wprowadził procedurę wystąpienia państwa członkowskiego z UE. Skrytykował Pan Lecha Kaczyńskiego za podpisanie Traktatu Lizbońskiego. Czy w związku z tym opowiada się Pan za skorzystaniem przez Polskę z procedury wystąpienia z Unii?
- Absolutnie uważam, że miejsce Polski jest w Unii. Naszą rolą nie jest odcinanie się, rezygnacja z Unii, ale jej zmienianie w takim kierunku, żeby i Unia, i Polska w Unii stawały się coraz silniejsze, coraz lepiej służące swym obywatelom i przewodzące światło – przykładem, siłą, wielką przeszłością połączona z wielką, nowoczesną przyszłością. O takiej Polsce w takiej Unii marzę i chciałbym żebyśmy my Polacy dali zbiorowy wkład uczestnictwa i nowych, pilnie potrzebnych, projektów i wizji takiej Europy.
- - W wywiadzie dla Frondy krytycznie ocenił Pan politykę Lecha Kaczyńskiego w stosunkach polsko-ukraińskich - "Uważam także za błędne jego podejście do spraw kresowych, kwestii pamięci o rzezi wołyńskiej." Czy zechciałby Pan rozwinąć ten wątek?
- Sprawę Ukrainy Prezydent przepolitykował. On i jego otoczenie kompletnie się pogubili. Nie wolno w imię dobrych stosunków z aktualną władzą poświęcać prawdy o strasznym ludobójstwie Polaków (i nie tylko) przez banderowców z UPA, przez SS - Galizien. Właśnie w imię racji stanu Polski, Ukrainy i naszych perspektywicznych relacji trzeba było stanąć po stronie prawdy. Kunktatorstwo Prezydenta wobec fałszywej i fałszującej przeszłość polityki prezydenta Juszczenki i premier Timoszenki, moim zdaniem nie znajduje usprawiedliwienia.
- - Pozostając przy kwestii ukraińskiej – jak ocenia Pan rolę Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego w czasie „pomarańczowej rewolucji” patrząc z dzisiejszej perspektywy, a więc mając już wiedzę o banderowskich sympatiach Wiktora Juszczenki i Julii Timoszenko w ostatnich latach?
- O prezydenturze A. Kwaśniewskiego nie chcę dyskutować. A. Kwaśniewski został demokratycznie wybrany i rządził 10 lat, ale - tak to oceniam - nie sprawował tego wielkiego mandatu, dla dobra Polski. Zarówno swoją komunistyczną przeszłością (teraz się okazało, że na dokładkę agenturalną) jak i sposobem sprawowania władzy, można powiedzieć marnował możliwości Urzędu. Słusznie prezydent Putin usadził go w trzecim rzędzie wśród dostojników świętujących rocznicę zwycięstwa nad Niemcami w 1945r.
Mogę ubolewać, że tak potraktowany został Prezydent Polski - kraju, który pierwszy przeciwstawił się Niemcom, ale skoro po formalnym wyzwoleniu się z komunizmu wybraliśmy pokomunistycznego, trzeciorzędnego aparatczyka, to nie dziwię się Putinowi, że przydzielił mu miejsce w trzecim rzędzie. Podczas tzw. Pomarańczowej Rewolucji, która zupełnie absurdalnie porównywano z naszą rewolucją Solidarności, rola większości polskich polityków i polskich mediów szła obok, a czasem wbrew polskiej racji stanu. Przecież zarówno Janukowicz jak i Juszczenko mieli wspólne komunistyczne korzenie. Dlaczego jednego przedstawiano jako totalitarystę, a drugiego jako demokratę. Bo taką role wyznaczyli im Amerykanie? Dziś po klęsce Juszczenki, po jego antypolskich dekretach gloryfikujących zbrodniarzy, jak na dłoni widzimy iluzoryczność ówczesnej polskiej polityki.
- - W cytowanym wyżej wywiadzie dla Frondy powiedział Pan także - "Polska musi odnaleźć swoje miejsce na arenie europejskiej. Mam na myśli nie tylko kwestie unijne, ale także stosunek do Rosji". Jaka jest Pańska ocena dzisiejszej Rosji? Czy nadal stanowi ona dla nas zagrożenie? A może jest naszym potencjalnym partnerem i istnieje Pana zdaniem możliwość ułożenia z nią dobrych stosunków?
- Dzisiejsza Rosja jest głównym problemem dla samej siebie. Jelcynowska próba przeszczepienia na tamten grunt modelu zachodniej, liberalnej demokracji poniosła fiasko. Rosja Putina i Miedwiediewa to też nic dobrego. Nie stanowi aktualnego, ale potencjalne zagrożenie dla nas i może nawet dla Europy, bo trudno powiedzieć w jakim kierunku pójdzie. Cały czas dysponuje olbrzymim nuklearnym potencjałem zniszczenia - siebie i innych. Właśnie dlatego nikomu, a już najbardziej nam, Polakom, nie opłaca się na dłuższą metę ani Rosji ulegać, ani ją drażnić. Kiedy Prezydent L. Kaczyński został wybrany, Prezydent Putin na konferencji prasowej wypowiedział parę ciepłych, przyjaznych zdań na temat Polski i Polaków.
Wtedy spotkałem się z Adamem Lipińskim i prosiłem go o przekazanie Jarosławowi i Lechowi Kaczyńskim mojej opinii o konieczności pozytywnej polskiej reakcji na ten gest. Mówiłem, że teraz, kiedy już nie jest prezydentem Polski „paputczik”, „komsomolczik” A. Kwaśniewski, którego słusznie Rosjanie lekce sobie ważyli, Putin - współczesny rosyjski car po raz pierwszy chce rozmawiać z nami, Polakami, jak równy z równym. Co praktycznie nie miało miejsca w naszych stosunkach przez ostatnie 300 lat. To trzeba docenić, uszanować i próbować przekuć na wzajemną poprawę stosunków, na wzajemne zaufanie. Żadnej oficjalnej, polskiej reakcji nie było. Uważam to za wielki błąd Prezydenta L. Kaczyńskiego i Prezesa J. Kaczyńskiego i ówczesnego Premiera K. Marcinkiewicza. Nie wiem czy z obecną Rosją, po całej między nami historii, po serwilizmie A. Kwaśniewskiego i arogancji L. Kaczyńskiego, istniej realna możliwość ułożenia dobrych stosunków . Wiem, że powinniśmy o to poważnie zabiegać w żywotnym wspólnym interesie Polski, Rosji i Europy.
Mirosław Lewandowski
- - Jakiej rady udzieliłby Pan dziś Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu w sprawie uroczystości w kwietniowych w Katyniu? Jechać (mimo braku zaproszenia ze strony Rosji) czy też zrezygnować z tych planów?
- Premier Putin zaprosił Premiera Tuska na żałobne wspólne uroczystości w 70. rocznicę sowieckiego mordu polskich jeńców- oficerów. Taki akt to oficjalne potwierdzenie wobec własnego narodu, że Katyń to zbrodnia sowiecka nie niemiecka, jak do dziś sądzi większość, ogłupionych propagandą komunistyczną Rosjan. Przypomina to gest Prezydenta Jelcyna sprzed 20 lat, który przekazał Prezydentowi Polski Lechowi Wałęsie dokument - wyrok z podpisami Stalina, Mołotowa, Kaganowicza, Berii, Malenkowa (nie jestem pewien, czy z pamięci wymieniłem wszystkich i czy właściwe nazwiska głównych morderców). Odbywało się to w obecności kamer TVP i my telewidzowie zobaczyliśmy w oczach Jelcyna łzy. Ten płacz to była niewczesna, mizerna przewaga człowieczeństwa nad ludobójstwem.
Nie wiem dlaczego Putin zaprosił tylko Tuska. Może gdyby zapraszał Prezydent Miedwiediew to zwróciłby się tylko do Prezydenta Kaczyńskiego. Powiem więcej wstyd mi było za reakcję polskich mediów, dziennikarzy i niektórych polityków wchodzących w płaskie dywagacje personalne nielicujące z powagą wydarzenia.
Na obchody 70 rocznicy Katynia, na ten czas kiedy będzie tam Putin powinny z Polski pojechać trzy najważniejsze, symboliczne dla naszego narodu Persony: Prezydent, Premier i Prymas. I żadna z tych Person nie powinna, ani czekać na specjalne zaproszenie, ani mieć pretensję, że go nie otrzymała. Nie wiem czy Prezydent RP potrzebuje wizy, żeby jechać na teren obcego państwa, myślę, że nie. Jeśli ks. Prymas potrzebuje, to powinien złożyć odnośny wniosek. Powinni wszyscy troje - pojechać wspólnie, żałobną kawalkadą. Wspólnie złożyć kwiaty, zapalić świeczki i wspólnie zapłakać nad zbiorowymi mogiłami naszych bohaterów.
Zupełnie nie wiem co powie Premier Putin. Sam fakt, żeby razem z taką polską reprezentacją pochylił głowę byłby wystarczająco wymowny. Nie wierzę, żeby mógł nie zauważyć polskiego Prezydenta, żeby go mógł zignorować w takim dniu i takim miejscu. Tak to, moim zdaniem powinno wyglądać. Zdaje się ma wyglądać zupełnie inaczej. Żałuję i ubolewam. Coś przez to gubimy - my Polacy i oni Rosjanie.
- - Program KPN w kwestii polityki wschodniej w czasach PRL oraz w pierwszych latach po odzyskaniu niepodległości opierał się na koncepcji Międzymorza, nawiązującej do idei jagiellońskiej – rozwijania współpracy między państwami Europy Środkowo-wschodniej w celu wspólnego przeciwstawienia się Rosji. Jaki był Pana stosunek do tej koncepcji w latach 80.? Czy uważa Pan ją za aktualną w dzisiejszych czasach?
- Jeszcze w początkach lat 90., kiedy UE nie kwapiła się z zapraszaniem Polski do swego grona, kiedy główne europejskie państwo Niemcy, cały swój wysiłek gospodarczy i polityczny skierowały na obszar byłej NRD - uważałem, że perspektywicznie integracja Europy powinna przebiegać następująco: najpierw Polska, razem z Ukrainą (tak jak na początku UE Francja z Niemcami) winny skupić wokół siebie wyzwolone z pod sowieckiej okupacji państwa tzw. Demoludy. Te trzy całości: Europa Zachodnia, Środkowo- Wschodnia (więc to co w pytaniu określone jest Międzymorzem) i Rosja - Europa Wschodnia plus Syberia miałyby konkurować i współpracować ze sobą , konkurować specyfiką projektów i rozwiązań ustrojowych, ekonomicznych i społecznych. I szykować się wzajemnie , sposobić i spierać do przyszłego zjednoczenia po-chrześcijańskiej, po-oświeceniowej wielkiej duchem i obszarem przestrzeni cywilizacyjnej od Atlantyku do Pacyfiku.
Niestety, wówczas polskie elity w ogóle nie rozważały takiej możliwości, a i elitom europejskim i rosyjskim o co innego chodziło - o dominację nad pokawałkowaną, półkolonialną Europą Środkową. Dziś gdy już jesteśmy w UE powrót do takiego scenariusza nawet hipotetycznie nie jest możliwy. Cały czas przed najwspanialszą w dziejach świata, europejską cywilizacją stoi wyzwanie stworzenia potencji zdolnej do przewodzenia reszcie świata myślą i dokonaniami, siłą i przykładem.
|
prawica.net
By dostawać więcej od życia, dawaj więcej od siebie.
|