|
To ja też napiszę o meczu;
Polkowice załatwiły nas bronią z październikowego meczu w Krakowie, bronią Gorzowa..czyli szybkie podawanie piłki na obwodzie w ataku, w obronie strefa. Z tym sobie od początku sezonu nie radziliśmy, szczególnie w lidze i to nas na koniec załatwiło. I z tego też wynika mój żal do trenera Hernandeza, że przez pół roku nie udało mu się z tym uporać.
Strefy rozbić wolno podając piłkę na obwodzie się nie da, a niestety z naszych Polek w miarę szybko odegrać potrafią tylko Ewka, Aga i Paula... Poza tym strefy nie da się też rozbić w naszym wypadku bez Liron, a tej w sobotę jakby w Polkowicach nie było..i ja do niej mam po tym spotkaniu największy żal. Reszty zawodniczek zagranicznych trudno jakoś bardzo się czepiać...
Marta grała właściwie pierwszy mecz po kontuzji i na to trzeba brać poprawkę, a trudno też powiedzieć, że zagrała źle, na pewno nie był to w jej wykonaniu występ taki jak większość meczy euroligowych, ale trudno po kilku dniach przerwy oczekiwać, że to ona po raz kolejny w tym sezonie da sygnał do ataku.
Podobnie nieźle zagrała Janell, która miała o tyle utrudnione zadanie, że z racji strefy Polkowic tak wielu dograń pod kosz jak powinna mieć, nie miała.
Izi rzucała niemiłosiernie, ale...po pierwsze widać było, że nie ma innego pomysłu na te akcję, po drugie w pewnym momencie meczu, gdy Castro po serii swoich pudeł miała dobrą pozycję, a mimo to zdecydowała się dogrywać pod kosz i Polkowice tę piłkę wybiły, podeszła do niej Liron i pokazała by rzucała..no to rzucała. Tu ewentualnie można mieć pretensję o to, że Izi nie próbowała grać z Polkowicami tak jak z Brnem...czyli przełamać się poprzez jakieś zwariowane szarże na kosz.
Została jeszcze Katka...może jak nikomu nie szło powinna dostać dłuższą szansę, tyle tylko że trudno dawać szansę w taki meczu komuś, kto ostatnie dobre spotkanie zaliczył w Brnie...a potem była cała seria bardzo słabych występów, a chyba właśnie w meczach z Muksem czy Łks-em trzeba pokazać trenerowi, że powinien w kolejnych ważnych spotkaniach dać szansę.
I Polki:
Paula w 4 kwarcie z wielką ambicją rzucała się na Bobbitt by jej jakoś piłkę wyrwać i sumarycznie chyba była najlepszą naszą zawodniczką tego dnia.
Do Ewki i Agi też trudno mieć pretensje.
Doris umie tyle co umie..nie jej wina. Niestety w tym spotkaniu dostała swoje minuty, bo oprócz Izi była jedyną naszą zawodniczką, która mogła pilnować Mielocha. I akurat z tego zadania wywiązywała się dobrze, w ataku nic nie pomogła, zwalniała strefę jak cholera, ale to normalne.
Co do Ani to ja nie przypominam sobie by w tym sezonie zagrała dobrze w ważnym meczu...niestety. Pamiętam za to doskonale jej w wejście w Polkowicach tydzień temu, faul i podanie do rywalek otwierające kontrę. Nie chcę się nad nią "znęcać", tylko wyrażam swoje zdanie, ja się akurat w tym względzie Hernandezowi nie dziwię...z całym szacunkiem dla tego co Wielebna zrobiła dla Wisły, trudno stawiać na zawodniczkę, która w eurolidze ma więcej fauli niż punktów.
A pewnie gdyby Aga zagrała w środę słaby mecz, to Anka dostała by swoją szansę.. tak jak się to do tej pory zawsze działo.
Zresztą w moim przekonaniu o naszej porażce nie zdecydowały zmiany...nie wierzę, że wejście Katki czy Ani by nas zbawiło, bo z nimi na boisku też na pewno nie mielibyśmy pomysłu na to jak poradzić sobie z grą Polkowic, tym bardziej, że żadna z nich nie jest "samograjem", a ew. tylko taki mógł pomóc.
I trochę reasumując: (jakkolwiek przy tej walce o miejsca 5-8 to brzmi) już teraz można powiedzieć, że Ewka, Aga Majewska i Marta zagrały/grają swój najlepszy sezon w Wiśle.
Dla Janell to chyba najlepszy sezon w Europie.
I byłoby dobrze gdyby to mimo wszystko nie umknęło...
Ostatnio edytowane przez Ałgaja : 30.03.2010 o godz. 10:07.
|