No to kilka słów ode mnie...
Po pierwsze:
Byłem w tej "magicznej" i wspomnianej już w poprzednich postach grupie osób, która wybrała się w sobotnie popołudnie do Polkowic. Nie było nas dużo, ale i tak jak na polskie warunki panujące w żeńskim baskecie tragedii nie było. Tym bardziej, że w te cholerne 12 osob zaznaczyliśmy kilkakrotnie swoją obecność na hali w Polkowicach.
Mecz od początku nie układał się po naszej myśli, choć jeszcze pierwsza kwarta dawała nadzieje. To właśnie w niej mądrze rozgrwyana piłka trafiała do robiacych co chciały Ewki i Janell. Gdyby taka spokojna gra była od początku do końca (tym bardziej, że pod koszem mieliśmy ogromna przewage siły i wzrostu) o wynik byłbym spokojny i pewnie dziś nie byłoby tylu rozkmin, bo cześć osób byłaby własnie w drodze do Gorzowa na mecze 1/2 MP.
Niestety, nasz zespół przegrał poniekąd dzięki (odziwo!) dziwnie spokojnej i jakby anemicznej postawie trenera Hernandeza. Dla mnie człowiek, który w Gdyni rozwala krzesło ze złości, rzuca butelką w Toruniu, szaleje noramlnie przy ławce i dyskutuje z sędziami powinien w takim meczu żyć i grać razem z drużyną.
A on był dziwnie spokojny, a poza tym moim skromnym zdaniem źle ustawił drużyne - bo po co nam w obronie pod koszem 3 wysokie zawodniczki w strefie, a na obwodzie, gdzie wiecej atutów miały Polkowice tylko dwie?! No i zemściło się to bo Toffi nas po prostu zniszczyła, a pod naszym koszem był burdel, bo zadna z dziewczyn nie wiedziała która ma piłke zebrać.
No i postawa Izi, której ewidentnie nie szło ( w końcu 3 spotkań z CCC na bardzo dobrej skuteczności pewnie sie zagrać nie dało i pretensji do niej nie mam), a Hernandez jakby tego nie zauważał...
Poza tym długo na ławce siedziała Paula, której jako jednej z nielicznych ogromnie zależało na zwycięstwie. Pewnie padną teraz hasła - bo miała 2 faule juz w pierwszej kwarcie - no miała, ale czy mieliśmy coś do stracenia?
Postawy Pani z Izraela komentować nie bede... bo szkoda słów... dla mnie osobiście duży zawód...
Dlaczego tak mało grała Katka? Dlaczego Ania w ogóle nie weszła ( na 100% walczyłaby i w obronie i w ataku)?
Szczerze powiem, nie wiem... i nie rozumiem pewnych ruchów naszego poniekąd wybitnego trenera.
Oczywiście wina i popełnione błedy pewnie jest pewnie gdzieś po środku.
A zdanie jest moje i może ktoś widział to inaczej...
Stało sie jak się stało... to jest tylko sport i to na dodatek kobiecy - najbardziej nieprzewidywalny

Z całym szacunkiem dla Wszystkich Pań.
Po drugie:
Odnośnie tego, że dziewczyny nie podeszły - to też bym je nieco obronił... jedyna bodajże Marta chciała podejść, spojrzała w naszą strone i w strone udających sie do szatni dziewczyn no i zrezygnowała... (no ale pewnie wynik meczu przede wszystkim dla dziewczyn był ogromnym szokiem).
Długo po meczu siedzieliśmy jeszcze na ławce rezerwowych naszych dziewczyn i nie mogliśmy w to uwierzyć, a co dopiero One...
Najbardziej to żal mi Polek, które walczyły, szarpały i pewnie najbardziej to teraz przezywaja...
No i ostatnia sprawa:
Skończmy już te dyskusje na temat całego zajścia po meczu - każdy kto się miał wypowiedzieć to się wypowiedział, każdy który chciał napiętnować tych którzy się tego dopuścili juz to zrobił, kazdy który chciał podyskutować na tematy poboczne tego ile nas było i czy wierzyć prasie też już się wypowiedział.
Stało sie i już się nieodstanie...
Bądźmy poważni i nie dajmy się zwariować! Po co nakręcać się jeszcze bardziej?!
Zakończmy ten temat i myśle, że admini powinni albo nie dopuszczać już do dyskusji, albo wykasować cześć postów w końcu temat jest chyba odnośnie aspektów sportowych, a zrobił się od tego żeby na siebie ponajeżdżać...
Ale to moje skromne zdanie
Ave Wisła!