Rzadko zaglądam do tego tematu i być może padła już podobna propozycja (ciężko się przekopać, wyszukiwarka nic nie znalazła), ale właśnie przeczytałem piękną rzecz w książce o kolorach w kinie. Otóż, autorka zamieściła tam anegdotę o niejakim Knute Rockne, trenerze klubu Notre Dame, który to w latach 20-tych przemalował szatnię drużyny gości na niebiesko, a gospodarzy na czerwono i przez kilka następnych lat wygrał wszystkie mecze u siebie. Czerwony miał wzbudzać agresję, niebieski powodować uczucie melancholii. Może tak spróbować tego na Wiśle. Zwłaszcza, że większość występów Boguskiego jest zupełnie taka, jakby miał chłopak błękit przed oczami
