|
Przez pierwsze 20 minut gra Wisły mi się podobała. To już jakiś postęp, bo z Jagielonią tylko 15. Wisła ogólnie miała przewagę cały mecz, ale uczciwy, nie fałszowany futbol był tylko te 20 minut.
Przy okazji zmiany trenera, dzięki linkowi nadesłanemu przez jednego z kibiców Wisły, miałem okazję zobaczyć ponownie sezon 2002/03. Ależ to były ładne mecze. I co rzuca się w oczy najbardziej - szybka gra. Teraz już nawet Lechia i Arka starają się grać szybko, a Wisła wciąż celowo zwalnia. Ja rozumiem, atak pozycyjny, wojna podjazdowa i inne duperele. Ale mam wrażenie, że Wiślacy najlepiej się czują grając systemem hokejowym - założyć zamek i czekać na błąd przeciwnika. Ani to ładne, ani - jak widać - skuteczne.
Duet śroskowych obrońców, który uważałem za najlepszy w Polsce, popełnia coraz więcej błędów. Ale chciałem nawiązać do krytykowanego tu ogólnie Diaza (po dzisiejszym meczu uważam, że Hristov będzie zbierał podobne recenzje). Facet popełnia mnóstwo błędów, ale widzicie to dlatego, że on próbuje coś grać. Czy lepiej Wisła wyszłaby, gdyby chował się jak najdalej od piłki, jak Kirm czy Boguski? Proponuję docenić jego waleczność i próby zrobienia czegoś poztywnego. Zawsze tak lepiej, niż pokazywać się tylko wtedy, gdy piłka przypadkowo trafi pod nogi. Mam takie wrażenie, że dziś na boisku najlepszym Wiślakiem był... Alvarez. Kirma Wam przez długi czas zazdrościłem, teraz patrzę z politowaniem. Paweł Brożek w coraz wyższej formie, ale w takim tempie optymalną formę osiągnie w czerwcu.
Lechia była najsłabszym zespołem, z którym Wisła mierzyła się w tym roku. Ogólnie gra Wisły przypomina seks w małżeństwie 50-latków. Fizycznie jeszcze dają radę, założenia taktyczne mniej więcej realizowane, ale zapału w tym tyle co u Garfielda do ciężkiej pracy. Ale nie zdziwię się, jeżeli w taki minimalistyczny sposób Wisła będzie teraz każdy mecz wygrywać po 1:0, i zdobędzie kolejnego Mistrza Polski.
Nie wiem, czy istnieje coś takiego jak "ręka trenerska" Kasperczaka. Ale tylko na to Wam pozostało liczyć.
|