Któregoś dnia przechodziłem koło treningowego boiska Wisły. Była ładna pogoda, świeciło słońce. Trening się akurat skończył, jeden z piłkarzy w sportowym stroju, by się nie przemęczać wsiadł do samochodu i pojechał do szatni, jakieś 300 - 400 metrów. To też był Rafał
