No, ale to jest trochę dziwne, że wszyscy urzędnicy i inwestor ciągle i z uporem maniaka powtarzają : lipiec 2010. Na zdrowy chłopski rozum, powinni podchodzić do tego bardziej asekurancko. Że są pewne problemy, że komplikacje, że pierwotny termin może ulec "niewielkim zmianom" . To by było logiczne, a nie że w lipcu nagle obwieszczą, że potrzeba jeszcze pół roku. No chyba, że po drodze są wybory. To by wiele wyjaśniało
