Lemoniadowy Joe napisał(a):

|
w takich Czechach jeżdżą co najwyżej na jedno zagraniczne zgrupowanie w zimie , i to nie wszyscy w lutym , cały styczeń grają/trenują u siebie
|
Bo to ma sens.
Przecież w styczniu i tak buduje się głównie siłę. Nie można pakować na siłowni w Krakowie? Pobiegać po parku gdy jest cieplej, albo pod balonem ? A w lipcu posiedzieć w kraju? Przecież takie 2 kilku(nasto)dniowe wojaże dla 30 chłopa to w sumie z kilkaset tysięcy złotych, wszak po zdjęciach wnioskuję, że w lepiankach to oni nie mieszkają i bicze wodne mają... Tacy bogaci jesteśmy?
Ktoś powie - w Turcji/Hiszpanii mamy dobrych sparingpartnerów. A ja pytam - po co z nimi grać? Co nam daje oklep od Szachtara? Co daje Diazowi, ze jakiś gracz wart 20 mln euro wkręci go w ziemię? Daje cokolwiek taki mecz? Tylko tyle, ze przez 3/4meczu nasi gonią za piłką, którą klepie sobie rywal, a sami nie mogą jej rozegrać, bo nawet grający na pół gwizdka Ukraińcy niszczą ich pressingiem... Nie mamy zatem okazji by pograć co z klepki, poćwiczyć atak pozycyjny, jakieś noowe rozwiązania taktyczne (bardziej wyrafinowane niż rozpaczliwe maciejowe "wyjeb na Brożka i jazda!".
I potem przychodzi dwumecz z Levadią i męka, by wejść im w pole karne. I tak wygląda też 3/4 spotkań w lidze, wszak tu nie grają Szachtary i inne Dynama by się przed nimi murować... Dramat. No ale kiedy maja sie tego nauczyć, skoro rywale na sparingach stawiają zupełnie inne wymagania?
Czy rywale pokroju Rużomberoka, Dukli Bańska Bistrica (efektownie przez nas wychu**ni w nie tak odległej przeszłości) nie wystarczyliby by się porządnie przygotować? Ale zresztą, toż to plebs, nie są godni potyczki z wybrańcami polskiego Beniteza...