Wyświetl pojedynczy post
simone
Senior Member
 
 
Od: 12.2002
Skąd: Olkusz- z tego miasta, rzecz jasna...

Offline

Ignoruj użytkownika Pomoc
#6966
Stary 03.02.2010, 02:06
63.5 Kg napisał(a):Wyświetl post
Kolego mozna betonowac nawet w temperaturze -15 stopni z dodatkami chemicznymi ktore pomagaja w takich warunkach.
To popierwsze, a po drugie istnieją jeszcze lekkie "namioty" i dogrzewanie tego co chronią dmuchawami/nagrzewnicami... Zębów nie zjadłem na budowlance jak co poniektórzy "forumowi fachowcy", ae ponad rok na budowach robiłem, skoro w małej firmie- jakby to powiedział Kaczor- takie namioty były oczywistą oczywistością, to niekumatość w tak dużej firmie przy dużym zleceniu- mnie poprostu poraża...


crazykaro napisał(a):Wyświetl post
Gdyby to był problem z projektem to by wogóle nie rozpoczeli roboty a nie przerywali w połowie. Takie szukanie problemów na siłe jest co najmniej śmieszne, szczególnie że nikt z Was nie wie co się dzieje na budowie oprócz tego co widać na zdjęciach
Im dłużej podziwiam ten zastój to tym bardziej jestem przekonany, że projekt na ten moment nie jest głównym problemem na tej budowie. Bo gdyby chodziło by tylko o niego to nie stała by wykończeniówka na C. Swego czasu było przecież info (bodaj na oficjalnej), że za momencik (który się troszkę dłuży) zamkną trybunę (stolarka), dogrzeją ją (żeby chemia miała lepsze warunki) i ruszają z kopyta z wykończeniem. A jak jest wszyscy widzimy...


Clanowy napisał(a):Wyświetl post
I przestańcie .......ić że nic się nie dzieje na budowie i czemu nie pracują bo jakby Was kmioty wzięli do Mostostalu na budowę i byście pozapierdalali przy -10 przy skręcaniu szalunków (bo można przecież w mrozie) to byście inaczej śpiewali.
Nie wiem czy się orientujesz ale takie właśnie są uroki tej pracy, wiadomo że wtedy idzie więcej zarobić, ale praca w takich warunkach to nic nowego. Żeby zobrazować kilka przykładów z mojej roboty: początek zimy, napierdala śniegiem i deszczem, a ja z kumplem kończymy grzać papę na dachu trzypiętrowego budynku; lub co innego, całą noc ulewa jak cholera, na dachu ślisko jak na lodowisku, a jak zapierdalam jak kozica po drabince sznurowej i podbitkę maluję; ostatni przykład, wtedy miałem śmierć w oczach, wieje jak diabli, ja stojąc na szczycie dachu podtrzymuję arkusz blacho dachówki długi na dwanaście metrów, w pewnym momencie zawiało tak że tą blachę poderwało jak szmaciany żagiel, dobrze że byłem na linie...
Czasem były hardokory jak z tymi mrozami, nie raz człowiek miał serce w gardle i wiecie co- dla nie których może się to wydać dziwne- ale ja bardzo lubiałem taką robotę.


Odpowiedz cytując