Uran235 napisał(a):

Mądrze prawi, polać mu.
Oczywiście, że wyższy poziom sportowy napędza kibiców na stadiony, choć nie bezpośrednio. To co przyciąga kibiców na stadion to sukcesy, większość ludzi "interesujących" się tym sportem nie ma o nim wiedzy. Nawet wielu naszych dziennikarzy sportowych nie zna przepisu o spalonym. Dlatego zadaniem działu promocji jest przedstawienie drużyny jako drużyny odnoszącej sukcesy i to wystarczy. W Wiśle akurat nie jest to trudne, taki Lech napędza się samymi wizjami potęgi i sukcesu( i tak samo wiele innych klubów, choć nie w tak spektakularny sposób). Mówicie, że w pucharach bida i brak wyników, że przy takim Realu to my jesteśmy nic nie znaczącym pyłkiem- ale na Real to się można może raz w roku wybrać jako część urlopu, a na lokalny stadion mżna chodzić co dwa tygodnie.
To co ludzi odstręcza w tej chwili to brzydota naszych stadionów, wszechobecny brud i gruz no i wspomniani kibole. Przeciętny Kowalski na stadionie nie czuje się bezpiecznie, nie czuje się wygodnie, dlatego nie przychodzi. Nowe stadiony z normalnymi toaletami, z monitoringiem, z normalnymi bufetami zaspokoją te dwie potrzeby i siłą rzeczy ludzie zaczną chodzić na stadiony. Co więcej, na nowych stadionach nawet kiepskie mecze wyglądają lepiej. Spójrzcie na Kielce, czy Lubin. Drużyny grają słabo, nie wybijają się w żaden sposób na tle ligowej szarzyzny, a jednak mecze na ich stadionach przyjemniej się ogląda, wyglądają lepiej, efektowniej. Doping lepiej się niesie, jest lepsza atmosfera- to czuć nawet sprzed telewizora.
Nowe stadiony na pewno przyniosą wielu nowych kibiców, zadaniem klubów jest wykorzystać szansę i po pierwsze przyciągnąć jak najwięcej kibiców, po drugie sprawić żeby przychodzili regularnie. Tego nie wywalczymy na boisku, to trzeba wywalczyć dobrym marketingiem- promocją, informacją, obsługą klienta. Popatrzcie na Bundesligę- w Europie znaczy ostatnio "niewiele", ale kibiców przyciąga więcej niż angielska premier league.
Poza tym poziom sportowy nie znajduje przełożenia na efektowność widowiska. Włoskie catenaccio to skuteczny sposób na osiąganie wyników, wymaga od piłkarzy wysokiego poziomu umiejętności, ale patrzy się na to strasznie. Sprowadzenie zblazowanego emerytowanego gwiazdora może na chwilę podnieść frekwencję, ale gwiazdor musi grać żeby przyciągać na stadion. Lepiej promować własne gwiazdy- taki Marcelo czy Brożki przy odpowiednim marketingu równie dobrze mogliby spędzać klientelę na stadion. Zresztą piłkarz sprowadzający kibiców na stadiony nie ma być dobry tylko efektowny, medialny. Sobolewski, Głowacki to dobrzy piłkarze, którzy wiele dają drużynie na boisku, ale opieranie o nich ewentualnej kampanii reklamowej byłoby nieporozumieniem- nie strzelają bramek, nie dryblują, nie mają parcia na szkło. Natomiast rozmawiając kiedyś ze znajomym widzewiakiem słyszałem, że Napoleoni był ulubieńcem publiczności, choć z jego dryblingów i sztuczek nie zawsze coś wynikało. Sam pamiętam, że Włocha było pełno w regionalnych mediach( gazety, regionalna TV), nauczył się mówić po polsku( trochę)- stał się maskotką publiczności, zresztą jak swego czasu Mauro w Wiśle.
|
Co to jest kibol?
Chyba przedawkowałeś gazetę wyborczą...
Napisz mi kiedy ostatnio sie coś działo na Wiśle.