s1mone napisał(a):

Sam mogę luźno rzucić dużą ilością pomysłów marketingowych z rękawa (tak się składa, że obracam się w tej branży ;>), które zwiększyłyby frekwencje (Zauważ, że nie używam sformuowania mogłyby zwiększyć tylko zwiększyłyby). Myślisz, że fanów piłki nożnej, albo niedzielnych kibiców lub tych niezdecydowanych albo tych zwyczajnie bojących się przychodzić na mecze Wisły (myślących racjonalnie lub też irracjonalnie) można tylko przyciągnąć za pomocą lepszych piłkarzy i gry? To ty chyba nie wiesz, co robi dobra reklama, nośne hasła, jak łatwo wmanewrować masy ludzi w inne myślenie. Nazwiska piłkarzy też można samemu wypromować na wiele sposobów. Wystarczy tylko odpowiednio napompować oficjalne otwarcie stadionu, gadać o nowej jakości (w czym sam jesteś mistrzem, tylko każdy wie, że to tylko hasła) i odpowiednio naświetlić mecze i tak będzie. Nie dość, że zwalą się Ci co z ciekawości będą chcieli zobaczyć nowy stadion, to jeszcze Ci, którzy się będą jedynie nad tym zastanawiać. I na pewno, jeśli to będzie odpowiednio przygotowane wielu się wciągnie i zostanie. I właśnie tu jest masa roboty, żeby to odpowiednio wypromować, tak żeby trafiło i przekonało jak największą rzeszę osób. I tak żeby korzyści były odpowiednio proporcjonalne do poniesionych nakładów.
Z tej części Twojego posta wypływa zwykła pieniacka ignorancja zgrabnie skrywana pod lekkim garniturkiem elegancji wypowiedzi. Co bardziej inteligentni ją wyłapują na kilometr.
|
Nie będę odpowiadał na „pieniackie” uwagi.
Wystarczy zauważyć, że prawie wszystkie największe, najbardziej rozpoznawalne i najsilniejsze marketingowo kluby w swoich ligach są takie nie dzięki krótkoterminowym hasełkom wymyślanym przez marketingowców (np.: z okazji otwarcia nowego stadionu), a wspomnianym przeze mnie 3 głównym sprawom: wyniki, jakość gry, głośne nazwiska. Nic ich nie zastąpi długofalowo. To one są najważniejsze, motor napędowy, reszta stanowi tylko uzupełnienie (czytanie ze zrozumieniem pozwoliłoby Ci dostrzec, że jego dodatkowej dochodowości oraz sensu nie podważam). To nie tylko moje zdanie. Wiec jeśli ktoś odwraca te proporcje, kłoci się z faktami gadaniną o „pieniackiej ignorancji” sam sobie i własnym kompetencjom wystawia najlepsze świadectwo.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"