|
Wydaje mi się, że nie do końca rozumiesz definicję, którą przytoczyłeś.
Na wstępie wyjaśnijmy sobie jedną rzecz: demokracja nie jest równoznaczna kapitalizmowi, a właśnie to próbujesz mi udowodnić.
Fakt, że w kraju nie panuje demokracja tylko dyktatura wcale nie oznacza, że nie może w nim istnieć liberalna, kapitalistyczna gospodarka. Jako przykład wymienię tu Hiszpanię Franco z lat 1955 - 1975, gdy kraj ten był najszybciej po Japonii rozwijającym się krajem świata. Mówiono wówczas o "hiszpańskim cudzie gospodarczym". Ekonomiści chwalili Franco za liberalne kapitalistyczne reformy, ciężko jednak posądzić Franco o wprowadzenie ustroju demokratycznego.
Definicja, którą przytoczyłeś oznacza jedynie, że społeczeństwo ma wpływ na kształtowanie prawa gospodarczego, poprzez głosowanie. Równie dobrze może zagłosować na partię, która proponuje ustawodawstwo typowo socjalistyczne. A jednak to nadal będzie demokracja.
Druga sprawa to zakres interwencji państwa, który, co oczywiste, różny jest w różnych krajach. Czym innym jest "centralne określanie celów ekonomiczno-społecznych" w gospodarce komunistycznej, a czym innym jest angażowanie państwa np. w przedsiębiorstwa strategiczne, jak przemysł zbrojeniowy czy paliwowy. Nie każde zaangażowanie państwa w gospodarkę jest od razu socjalizmem. Kwestia zdrowego rozsądku.
Patrzę na USA i Niemcy i widzę kraje ogarnięte kryzysem, kraje w których politycy zadecydowali o ingerencji państwa w gospodarkę dla jej ratowania.
O Polsce nawet nie mówię, bo w kwestii wolności gospodarczej zajmujemy zaszczytne 82. miejsce na świecie, za takimi potęgami jak Namibia, Mongolia czy Uganda.
Ostatnio edytowane przez Krissu : 08.01.2010 o godz. 20:06.
Pro Fide, Rege, Lege et WISŁA.
|