Nadrobiłem sobie zaległości wczoraj. Zobaczyłem film Moon. Film dobry. Ale bez rewelacji. Nie ma żadnych ochów i achów. Nihil novi w dziedzinie kina można by rzec. Po obejrzeniu zastanawia mnie jedna rzecz. Skąd się wzięło tyle zachwytów nad nim. Jakbym się uparł to może bym go wcisnął w drugą dziesiątkę, najlepszych filmów jakie oglądałem w tym roku. A do sylwestra pewnie jeszcze coś obejrzę.
Drugi film jaki oglądałem to "Blondynka w koszarach". Myślałem, że to będzie coś lekkiego i przyjemnego. Tym czasem okazało się, że ten film to pomyłka. Ani troszeczkę nie jest śmieszny. Za to strasznie oklepany, powielone schematy itd. Miejscami kolosalnie nudny. Powinni tego zabronić.
Pobrałem przed momentem "Ink". Może ktoś coś powiedzieć na jego temat bez zdradzania fabuły? Oglądał ktoś? Dobre to jest?
PS: Święta jak zwykle zaatakowały mnie "Kevinem" i "Szklaną pułapką"

Na szczęście z odsieczą przyszło HBO i Cinemax. Mroczny rycerz, Jestem Legendą i Tokyo Drift
