|
Walt tobie nikt nie każe, jeździć zarabiać do miasta. Możesz jeździć traktorem u siebie na wsi, handlować marchewką i ciekawe czy ciebie krew nie zaleje jak piećdziesiąt metrów z pola buraków do domu zrobisz w godzinę, pod domem miejsca do parkowania będziesz szukał następną i jeszcze ktoś ci każe za to płacić abonament. Chcesz pracować w centrum i więcej zarabiać to niestety, trzeba coś poświęcić, a nie wozić dupę służbową Yariską i zgrywać kozaka.Codziennie obserwuje kiepów ze wsi jeżdżących po ścisłym centrum i jeszcze większych kiepów ze straży miejskiej, którzy nie potrafią (nie chcą?) dać sobie z tym rady, a nad nimi są jeszcze większe kiepy, którzy postulują ograniczenie ruchu w centrum i jednocześnie budują tu olbrzymie parkingi do których dojeżdża się uliczkami szerokości ścieżek rowerowych. Tu nie potrzeba wymyślać nowych rzeczy, tu trzeba zastosować wzory z miast, które z takimi problemami dały już sobie radę. Wystarczy przenieść egzekucję mandatów za parkowanie i wjazd do strefy na prywatne firmy, które będą miały z tego zysk. Wystarczy wprowadzić zakaz nauki jazdy w obrębie Krakowa w godzinach szczytu.Zamknąć, lub wprowadzić wysokie opłaty za wjazd na obszar wyznaczony drugą obwodnicą. W końcu należy stworzyć sieć parkingów na obrzeżach miasta, gdzie za darmo można zostawić auto na cały dzień i szybkim tramwajem dojechać do centrum w 10 minut. I między bajki schować można teorie że Krakowa nie stać na metro, wpływy z Turystyki są takie ze stać nas na wszystko, łącznie
z poprowadzeniem 3, 4 linii pod samym rynkiem. Problemem jest banda eks-komuchów ie mającyhc pojęcia o niczym innym jak o stanie własnych kont.
|