wolfy napisał(a):

To akurat od dawna wiadomo. Tyle, ze obecnie jest to niewykonalne.
Nie dziw się, że dorośli się wkurzają czytając takie pierdoły - nie takie już rzeczy widzieliśmy, a postulowanie zmiany dla samej zmiany to zwykła dziecinada.
Jeżeli liczysz, że jakikolwiek postkomunistyczny aparatczyk poprze niezbędne zmiany pozbawiając się tym samym większości wpływów i pieniędzy, to już Twój problem. A ponieważ to tacy ludzie siedzą na sali i spośród nich wywodzi się ta wielka "opozycja"...
Reasumując - zamiany świni aktualnie siedzącej przy korycie na inną nie uważam za rzecz wartą uwagi. Zmianę mogą zapewnić profesjonalni menedżerowie z planem na wyprowadzenie piłki z zapaści. Gdyby ogłosić egzamin konkursowy, gdyby wybór miał miejsce na podstawie opracowanych biznesplanów - wówczas można byłoby liczyć na zmianę. Wówczas nie ważne byłoby, kto jest prezesem, ponieważ byłyby przygotowane merytorycznie kadry i to na nich spoczywałby obowiązek przeprowadzenia reform.
A tak mamy jak w ostatnich wyborach parlamentarnych - naoglądają się dzieciaki telewizji i dawaj "walczyć o demokrację". Nie wiedzą "who is who", ale to nieważne - liczy się "zmiana". Zmiana, która jest pustym hasłem, za to bardzo chwytliwym, bo każdy może sam sobie resztę dopowiedzieć, wedle gustu.
Dla mnie Greń to żadna zmiana, a wystawienie jako twarzy związku jakiegoś śliskiego typka pokroju Listkiewicza może tylko zaszkodzić, przykryć to szambo. To stara PZPR - owska praktyka, zastępować skompromitowanego "działacza" inną świnią podobnego kalibru, której jedyną zaletą jest to, że nie zdążyła się jeszcze skompromitować (nie mając ku temu okazji).
|
Szkoda tylko, że w ten beton wpisuje się też Wisła, bo to DELEGACI głosują i wybierają m.in. zarząd i to delegaci prezentują stanowisko klubu. A więc żeby coś zmienić w PZPNie zacząć trzeba od zmiany delegatów. Tylko, że np Wisła tych zmian najwidoczniej nie chce i dobrze jej w tej polskiej szarej piłkarskiej rzeczywistości.
PS. liczenie głosów to jakaś komedia. 100 lat za murzynami.