MU - Villa. Zaimponowali mi zawodnicy Villas, zarówno poruszaniem się bez piłki, jak i w grze defensywnej. Miło się oglądało to spotkanie,mimo,że nie obfitowało w sytuacje bramkowe. Meczów Villas wiele nie widziałem, ale jak oni tak grają zazwyczaj to widze ich w czołówce na koniec roku. Na tle Tottenhamu czy rozreklamowanego City prezentują się o niebo lepiej. Niby Kogutu i City powinny się włączyć do rywalizacji o czołowe lokaty,ale gołym okiem widać,że brak im dobrych...trenerów, którzy by ich dobrze ustawili. Villa na ich tle potencjałem jest slabsza, ale widać równoważy to osoba trenera Villas który wie jak to wszytko poukładać. Zresztą ich pozycja w lidze nie jest przypadkiem. Zobaczymy co pokażą dalej.
The Redds - Arsenal.
Tak słabego i wypranego z emocji spotkania dawno w lidze angielskiej nie widziałem. Nie było tam nic co by mnie mogło czymś zaskoczyć. Ot grali owszem składnie,płynie, ale nic z tego nie wynikało. Wyglądało to na zasadzie trzeba grać ot gramy, ale bez przekonania. Pierwsza bramka padła po makabrycznym błędzie, na takim poziomie był to błąd,że facet powinien oddać sprzęt,przeprosić i opuścić klub. Ani nie piąstkował,ani nie łapał tej piłki,co on chciał zrobić? Ponarzekam jeszcze trochę. The Reeds. Każdy ich mecz jest dla mnie katorgą, bo nie lubię oglądać zespołów grających bez przekonania,tak jak wspomniałem na wstępie,gra dla gry. Torres,co ten dzieciak zrobił w pierwszej połowie?Z takiej sytuacji jak on,analogicznej Droghba pokazał profesurę. Technicznie bez napalania się uderzył w sam róg bramki. Ale o Droghbie później. Póki co Torres pokazał,że za 10 lat jak już nie będzie grać w piłkę,mało kto o nim będzie pamiętać. Jest to kolejny mecz,który oglądam i Torres wykazuje się umiejętnościami jak przeciętny grajek z wyższej półki. Nic specjalnego. Torres zawodzi na całej linii,albo zwyczajnie nie jest tak dobry jak niektórzy sądzą. Gdzie mu nawet do dryblingu Adebayora,ha. Miejsce Liverpoolu w lidze jest raczej nie przypadkowe. W takiej lidze jak angielska udawania i dobry PR na nic się zdają. Co najwyżej do pierwszego meczu, tak murawa szybko i zdecydowanie wszyto weryfikuje. To nie Polska ,że na 10 bramkach strzelonych w jednym sezonie można na kicie jechać później całą karierę, jaki to wybitny zawodnik

. Ale nie mówmy o patologiach futbolu. The Reeds mają wyraźny kryzys i powinni coś zmienić. Co nie mam pojęcia,ale coś muszą,bo inaczej nie zakwalifikują się nawet do LE w przyszłym sezonie. Co do Arsenalu,fajnie,że wygrali,ale nie jest to zespół na mistrzostwo, na LM,na LE nawet. Ot fajnie pracują z młodzieżą. 5-4 miejsce to maksimum co mogą co roku ugrywac przy tej polityce.
Chelsea- Everton.
The Blues pokazali mimo remisu jakie dwa niesamowite żądła posiadają z przodu. To co potrafią Droghba i Anelka jest nieprawdopodobne. Opanowanie, i nieszablonowość w ich wykonaniu przechodzi wszelkie granicę. Studiowałem obydwu w ostatnich meczach,muszę Wam powiedzieć,że dawno tak kompletnych zawodników nie widziałem. Mają wszystko. Wzrost,siła,gibkość,precyzja,technika,przegląd pola, i ta lekkość. Patrząc na ich grę to tak jakbym słuchał Mozarta, delikatnie,zmysłowo, daleko wykraczając poza jaźń przeciętnego odbiorcy. Przy pierwszej bramce Droghba zachował się jak geniusz,odniosłem wrażenie,że wiedział,że dostanie piłkę w tempo,że wygra szarpaninę z obrońcą i,że wiedział gdzie będzie ustawiony bramkarz. Bezbłędny. Druga bramka to samo. Zdecydowanie bez siły,uprzedził obrońcę przyłożył stopę i wpadło. Zachwycająca lekkość gry.