Markus napisał(a):

Po stracie bramki, wejściu Boguskiego z Łobodzińskim i zejściu Jirsaka z Ćwielongiem wreszcie wszystko zafunkcjonowało przez kilka minut tak, jak funkcjonować powinno.
Pojawiła się złość, wściekłość, ruch, rozpoczęła gra piłką, wychodzenie na pozycje, podążanie za akcjami, prawdziwa walka, prostopadłe zagrania, wygrywanie pojedynków 1 na 1, akcje oskrzydlające, kreatywność, a nie tylko lenistwo i niechlujstwo. Nawet Łobodziński zagrał na miarę możliwości - czyli potencjalnie najlepszego bocznego pomocnika w naszej drużynie. Bo z nim jest problem polega na tym, że piłkarsko jest o wiele lepszy od każdego innego gracza naszej drugiej linii (poza Kirmem i Sobolewskim), ale ciągle nie potrafi tego pokazać. Dziś wreszcie pokazał.
Bardzo dobry mecz rozegrał Małecki, nie licząc fatalnie spudłowanej sytuacji bodajże z 68 minuty, kiedy musiał tylko kopnąć piłkę z 5 metrów od bramki w długi róg - i oczywiście, nie kopnął.
Kirm znów nie istniał, Cantoro grał dość odpowiedzialnie, nad Jirsakiem i Cwielongiem nie będę się już więcej pastwić (pokazali, jak bardzo są słabi), Diaz dobrze (przdatny w odbiorze, a także w ofensywie), Alvarez mimo paru błędów bardzo dobrze (Brzyski ani razu nie zdołał groźnie dośrodkować z lewej nogi z gry - wyłączył go), Marcelo dziś tylko poprawnie (za dużo błędów w kryciu strefowym), Jop słabiutko (źle sie ustawiał, niepewnie wybijał), Piotr Borżek nonszalancko do 60 minuty. Pawełek bez zarzutu (poza wykopami nogą).
Zimą oprócz Cantoro z którym klub najwyraźniej nie przedłuży umowy (mam nadzieję, że przyjdzie ktoś w jego miejsce,a nie zrobi się kolejny ubytek) do odstrzału/wypożyczenia są Jirsak, Cwielong, Leszczak, Cebanu, Jop.
Łobodziński nie powinien zostać sprzedany, tylko musi ktoś w końcu do niego trafić, odblokowując go raz na zawsze.
|
Łobodziński i Ćwielong mają to do siebie, że jak grają od pierwszej minuty, to nie spełniają oczekiwań, a jak wchodzą na zmiany, to grają dobrze i efektywnie.
Wydaje mi się, że to dlatego, że jak wchodzą w 60 minucie, to grają przeciwko przeciwnikom którzy mają godzinę biegania w nogach i już są podmęczeni.
Ale przynajmniej dobre i to, bo mamy takich, co różnicy nie robią ani w 1-szej ani w 60-tej minucie (Jirsak?)
Mecz mi się podobał, bez głupiej, męczącej i nieskutecznej gry do przodu od początku jak z Lechem i Legią, tylko dobrze wyczekanie. Ruch dostał nokaut w ostatnich 30 minutach. W poprzednich meczach z czołówką szliśmy od razu na wymianę ciosów i niestety przeciwnicy mieli więcej szczęścią - potem to nieładnie wygląda w statystykach, bo przecież tylko wyniki się liczą, a nie ilość sytuacji i ogolne wrażenie po meczu.