Pomijając korzystny wynik (licza sie trzy punkty

) to drużyna jak zwykle (poza meczem derbowym) pokazała dwa oblicza.
Początek był obiecujący, wiślacy chwycili Odre za gardło chcąc strzelić jak najszybciej pierwszego gola. Po kilku minutach, gdy Odra zaczeła odzyskiwac róznowage i poszła na wymianę ciosów w presingu i atakach, nieustepliowści i zaangazowania, wiślacy bardzo mądrze grali szybko piłka po ziemi, zmuszając przeciwników do biegania i tracenia sił. Oczywiście, w tej fazie gry Odra też miała sytuacje wynikające z biegania i zaangażowania, ale były one nie tak częste i nie tak groźne.
Po kilkunastu minutach klepania piłką i szukania drogi dojści do bramki, w końcu worek z golami sie otworzył i praktycznie już do konca pierwszej połowy gra Wisły wyglądała naprawde nieźle w ofensywie (zapomnijmy o tym jak Jop nie potrafił zatrzymać czysto rozpędzonego przeciwnika i byl zmuszony do faulu). Wszyscy spisywali się dobrze, a najlepiej Kirm: pierwsza i trzecia bramka, oraz, czego nikt nie zauważa, udział przy golu Małeckiego. Małecki mógł wejść pomiedzy dwóch skrajnych obrońców tylko dlatego, że po jego prawej stronie, lekko z przodu nieustannie widoczny byl Kirm sygnalizujący chęć otrzymania futbolówki i obiegnięcia z nią defensywy Odry. Skrajny obrońca nie poradził sobie z koniecznoscią pilniowania tak Małeckiego jak i Kirma, co Patryk wspaniale wykorzystał.
Nieco gorzej spisywał się Ćwielong, miała wiele nieudancyh zagrań, ale to on absorbował nieustannie uwagę obrońców pozwalajac Wisle na kombinacyjne rozgrywanie piłki. Diaz na lewej stronie jest przy słabszej formie bardziej przydatny niż w środku. Środek pomocy tym razem grał naprawde dobrze (spora zasługa słabego przeciwnika). Mauro nie popelniał większych błędów i skutecznie rozgrywal w środku pola. Tym razem slabo pokazał się Jirsak, chocpodoba mi się, ze zawodnik ten stał sie bardziej zadziorny i agresywny w odbiorze. Coś za coś. Odbiór miał miejscem kosztem rozgrywania.
Druga połowa to jednak stara, dobra Wisla....
Zadowoleni prowadzeniem nonszalanccy minimaliści nie angażowali się już tak bardzo w ofensywę. Owszem, nadal wyraźnie przeważali, ale nie potrafili już wykrzesac z siebie więcej chęci do zmazania ostatniej plamy... co tam ostatnich plam. To, że sami nie strzela już gola, a raczej go straca w końcówce stawało sie z każdą chwilą coraz bardziej pewne. Kiedy Diaz przeszedł do środka zaczeły się faule Diaza i na Diazie.
Dobrze pokazał się Boguski, nieźle Leszczak, bardzo dobrze, glupio stracony na nastepny mecz Marcelo, wspaniale zagrał tez Alvarez zarówno na lewej jak i na prawej stronie. Moze nie bylo tam żadnego blysku, ale solidny, spokojny, przemyślany, zaangażowany futbol.