Fakt, mecz może nie na tym poziomie co byśmy chcieli, ale znowu nie taki zły. Goli brakowało. 1 Połowa pod dyktando Królewskich, ale od 70 minuty Barca zaczęła grać to, czym gromiła w tamtym sezonie, czyli jak tu kolega wyżej ładnie określił, "zabawa w dziada".
W starciu Messi - Cristiano już 2-0

, choć początek w wykonaniu argentyńczyka słaby, ale jak wrzucił 5-ty biego to hoho, robił co chciał. CR9, widać, nie doszedł do siebie po tej kontuzji bo dziś praktycznie nie zagrał nic.
Visca el Barca!
