For_FuN_ napisał(a):

|
Wlasciciel Wisly ma troche inny poglad na cala sytuacje(i w tym przypadku go popieram)...tzn. Wisla nie jest miejscem na nauke dla trenera...tutaj wyniki musza przyjsc odrazu, a nie po 3 latach. Zreszta ten rozdzial jest zamkniety i nie rozumiem tych placzow za Danem, skoro dostal zespol na 1-szym w miejscu tabeli i nie zdobyl MP(wyjatkowe kuriozum)...tutaj sie nie sprawdzil i takie sa fakty. Rumunia to jego ojczyzna, w dodatku pracuje w klubie z niezbyt wielkimi tradycjami i mniejszymi oczekiwaniami, wiec sie nie dziwie wynikom osiaganym.
|
Wszystko fajnie, ale z ostatnim zdaniem nie sposób się zgodzić...
Mnie te wyniki nie tyle nawet zadziwiają, co wręcz zaskakują (oczywiście in plus). I dziwię się, że sądzisz inaczej. Sytuacja w Unirei jest podobna do takiej, że któryś polski szkoleniowiec obejmuje dajmy na to Odrę Wodzisław, z którą po dwóch latach zdobywa Mistrzostwo Polski i z powodzeniem walczy w grupie Ligi Mistrzów. Nie zdziwiłoby Cię to? No bez jaj, to byłoby przecież ogromne osiągnięcie tego trenera oraz samego klubu!
Mnie jest w ogóle trudno uwierzyć w taką sytuację, bo żaden polski szkoleniowiec wg mnie czegoś takiego nie potrafiłby osiągnąć, zwłaszcza samemu kompletując skład (vide Łobodziński, Matusiak czy też inne drewienka, za którymi optowali nasi poprzedni trenerzy)... Dlatego chylę czoła przed Petrescu, bo to czego dokonuje obecnie, pokazuje tylko, jak wiele może zrobić trener, który potrafi wykorzystać władzę, którą dostał. I niech nikt mi nie próbuje nawet wciskać pierdół, że w Polsce żaden "hard work" nie ma racji bytu. Wystarczy, że piłkarze będą wiedzieli, iż to trener jest ich głównym przełożonym i to właśnie od jego widzimisię zależy, czy będą grali w zespole pierwsze skrzypce, czy też za brak zaangażowania zostaną wywaleni na zbity pysk do drużyny rezerw. Ot cała filozofia.
Co z tego, że Skorża na chwilę obecną jeszcze ma jako takie poparcie i władzę, skoro przez te 2,5 roku pracy, drużyna zamiast grać lepiej, stacza się po równi pochyłej. Nawet kondycyjnie większość grajków ledwo truchta te 90 minut. To nie jest typ szkoleniowca, który potrafi sobie podporządkować zawodników i wypracować styl gry, którego zespół bezwzględnie się trzyma. Nie ma on bowiem ani autorytetu wśród naszych gwiazdeczek, ani chyba zwykłego zaufania. Niby coś tam czasami gramy po ziemi, zdarza się kilka zagrań z klepki - ale wystarczy, by przeciwnik strzelił bramkę na 0:1, a cały sposób gry idzie się "kochać". Wtedy zaczyna się nerwówka i granie na pałę piłek w pole karne przeciwnika, które przy w miarę sensownie ustawionym przeciwniku, nie ma jakiejkolwiek racji bytu. Dwa ostatnie przykłady - Legia i Cracovia są zresztą tego znakomitym przykładem.
P!