Fragmenty tekstu, ktory ukazał się dziś w prasie rumuńskiej:
(niestety o Wisle nie wspominają nawet ani słowem)
Piłkarze z Unirei mają jeszcze jedną motywacją przed najbliższym meczem Ligi Mistrzów przeciw Stuttgartowi, 9 grudnia. Jeśli nie przegrają i zakwalifikują się do następnej rundy na wiosnę 2010, „zainkasują” jeszcze jedną premię: Dan Petrescu nadal będzie trenował Unireę aż do lata. W przeciwnym razie „Borsuk” może przyjąć jedną z pojawiających się ofert pracy dla innej drużyny za granicą w przerwie zimowej.
Kontrakt trenera mającego dziś 42 lata wygasa w czerwcu 2010, ale właściciel Bucsaru ma coraz więcej problemów z utrzymaniem Dana w klubie mimo że i tak płaci mu najwyższą stawkę w lidze rumuńskiej 500 tys. euro rocznie. Petrescu przyznał, że może opuścić klub pod koniec rundy. „Minęły już trzy lata i sądzę, że moja praca zatoczyła koło. Mamy mistrza, gramy w Lidze Mistrzów, gdzie nie jesteśmy powodem do śmiechu, lecz wręcz przeciwnie. Pozostanę jeszcze do lata, jeśli uda się nam zakwalifikować do następnej rundy. Przecież nie mógłbym stracić okazji do tego, żeby zagrać tam z Chelsea czy innym wielkim klubem europejskim” tak miał powiedzieć były reprezentant jednemu ze swych przyjaciół.
Po sukcesie w meczu z Sevillą Dan, „The Man” nie zaprzeczył możliwości swego ewentualnego odejścia: „Mam wiele ofert. Być może przyjmę jedną z tych naprawdę dobrych ofert. W końcu trenerzy jak i piłkarze zmieniają kluby”.
Hiszpańska gazeta AS tak określiła Petrescu: „To gwiazda tego meczu, gdyż udało mu się doprowadzić do tego, że jego drużyna pokazała maksimum swoich możliwości".
Już latem, Petrescu nie skorzystał z jednej z ofert. Chciała go jedna drużyna z Serie A, jednak najlepsza oferta przyszła z Rosji od klubu, który gra w europejskich pucharach. Nie chciał jednak wtedy o niczym słyszeć, mimo że oferowano mu 5 mln euro za 5-letni kontrakt. „Nie znacie Dana, nawet gdyby dostał ofertę 5 mln euro za rok i tak by wtedy nie wyjechał. Chciał zagrać wtedy w Lidze Mistrzów” śmiał się wtedy Ioan Becali.