|
Problem ze stylem gry Wisły za Skorży polega na następującej sprawie:
Skorża słusznie założył, że aby cokolwiek można było ugrać w pucharach poza wiecznym odpadaniem w przedbiegach LM i biciem głową w mur w walce o fazę grupową PUEFA, taktyka w ofensywie musi polegać na szybkim rozgrywaniu akcji kombinacyjnych i później oskrzydlających na połowie przeciwnika, w rejonie 25-40 metra od bramki rywali. Temu ma służyć gra "podwieszonego" pod Brożka Małeckiego lub Boguskiego, schodzenie do środka bocznych pomocników na robienie przewagi, rozegranie i prostopadłe podania, ofensywni boczni obrńcy (z których niestety jeden się leni na potęgę, a drugi nie umie celnie dośrodkowywać),, wejścia środkiem na szybkośici drugiego środkowego pomocnika (miał to być Garguła, teraz Jirsak).
Bo prostsza taktyka (jakaś klepa, dwa pdoania bez ataku pozycyjnego), stanowiące szczyt możliwości polskich zespołów to nie jest rozwiązanie, ktore daje przepustkę do LM, o czym przekonuje przynajmniej ostatnie 15 lat.
Ale tu, w tej w założeniach słusznej myśli Skorży, pojawiły się dwa problemy, ktorych nie przewidział lub z ktorymi nie potrafi się zmierzyć:
Pierwsze - brak wykonawców do tej taktyki. Piłkarze predysponowani do gry kombinacyjnej, pod którą taktycznie chciał ustawić zespół, wypadli (Boguski, Garguła, nawet Sobol), Kirma nie ma na boisku, bo cały czas jest w Słowenii, Brożek zmienił się w człowieka ptaka, machającego skrzydłami (tj. rękami), a Łobodziński, stał się nową nierozwiązywalną zagadką Sfinksa. A sensownych zmienników rzeczywiście nie ma, (Jirsak, Diaz, Cantoro, Ćwielong, nie nadają się do szybkiej gry kombinacyjnej), więc taktyka leży i kwiczy.
I co się wtedy dzieje? Skoro taktyki nie ma, zaczyna się nerwowka i chaos. Nikt nie wie, co ma grać, gdzie i jak. Zespół jako drużyna przestaje istnieć. Zaczynają się masowe błędy, nie ma kontroli nad grą. W tym momencie jedyne, co pozostaje naszym ubogim technicznie zawodnikom, to gra na alibii i aferę - bo jedyna szansa, że ktoś u rywali się urwie (co w naszej lidze często się zdarza) i zrobi prezent dający okazję do zdobycia gola.
Na tym polega drugi błąd Skorży - przecenienie możliwości obecnych zmiennikow (dopiero teraz obudził się, że są słabi?) i przecenienie możliwości technicznych każdego z Wiślaków, niezbędnych do dalszego wdrażania i funkcjonowania bardziej nowoczesnego stylu gry. Dlatego nie ma ani jednego, ani drugiego.
Jest jeszcze trzeci powód, prawidłowo definiowany przez Skorżę - brak osobowości i charyzmy w zespole. Kogoś, kto w kryzysowym momencie nie wpadałby w panikę, tylko zrobil coś nieobliczalnego, rzucił się z furią na problemy, poderwał zespół na zasadzie: "a k....a i tak się nie dam!".
Znów najlepiej obrazuje to przykład Kosowskiego. On miał zbawienny wpływ na drużynę, bo swoim oddziaływaniem nadawał jej zupełnie inną tożsamość, dając zespołowi swoją pazerność, bezczelność, arogancję dla wszystkich wokół, czasem aż narcystyczne poczucie własnej wartości, którego nic i nikt nie mogło stłumić. Dla niego nie istniały żadne przeszkody nie do pokonania, nawet Cupiałowi jak wiemy potrafił w żywe oczy mówić, co myśli. To nie są może cechy ułatwiające polubienie go jako człowieka, ale w sporcie są to sprawy absolutnie bezcenne. Kosa dawał drużynie swoje zdecydowanie, którego tak dziś brakuje, wiarę w siebie, brak strachu nawet w największych tarapatach, nieustanną gotowość do zrobienia czegoś wyjątkowego, nieobliczalnego. Dawał poczucie siły, a przez to, że był osobą prącą do celu twardo i konsekwentnie bez względu na wszystko - bezczelnie, arogancko, egoistycznie - sprawiał, że i Wisła to znała i potrafiła.
Spójrzmy jak dziś strasznie tych cech drużynie brakuje. Właśnie na takich ludziach jak Petrescu czy Kosowski i takim podejściu należało budować zespół na miarę LM. Wtedy żadne Lewadie czy seryjne wtopy w prestiżowych meczach nie groziłyby Wiśle.
Niestety, dziś już nie można cofnąć czasu i naprawić tego największego błędu kadrowego Wisły w ostatnich latach, jakim była wymiana Kamila na Łoba.
A Skorża...Powinien zostać, bo ma plan i świadomość, co nawala. Ale musi mieć realną szansę poprawienia tego, bo bez powyższego żaden trener nie popchnie Wisły naprzód.
Ostatnio edytowane przez Markus : 24.11.2009 o godz. 15:23.
Jaroo1: "okazało się, że gracze co się sprawdzają w Polsce są z 2 ligi hiszpańskiej. Nic w tym odkrywczego nie ma, byłoby dziwne gdyby się nie sprawdzali."
(...)
"Polaków na rynku to mamy do wyboru praktycznie zero w porównaniu do chociażby rynku europejskiego. Ogólnie poziom Polakow jest słabszy niż graczy z zachodu, dlatego logiczne jest że łatwiej znaleźć kogoś na zachodzie, nawet z II-V ligi - zależy od kraju, bo np w Hiszpanii można znaleźć dobrego gracza w niższej lidze"
|